SKOK

Słu­chaj­cie, chłop­cy, ostat­nia spra­wa,
sko­ro wszyst­ko zosta­ło już usta­lo­ne,
dogra­ne, dopię­te na ostat­ni guzik.

Jeśli to, co zapla­no­wa­li­śmy, się uda,
jeśli zdo­bę­dzie­my te środ­ki, jeśli
jej pomo­że­my i unik­nie­my…
Pamię­taj­cie, nikt, abso­lut­nie
nikt nigdy nie może się o tym
dowie­dzieć.

Każ­de z nas zabie­rze tę tajem­ni­cę
do gro­bu. Wiem tyl­ko ja i wy dwaj.
I tak ma pozo­stać, żeby, nie daj Boże,
o n a nigdy się nie dowie­dzia­ła!

Wie­cie, jaka jest wraż­li­wa, jaka
deli­kat­na, nawet nie chcę sobie
wyobra­żać, jak by zare­ago­wa­ła,
gdy­by się dowie­dzia­ła, to by ją
chy­ba zabiło.

Mamo, nie musisz nam tego
mówić, to oczy­wi­ste.

Tak, on ma rację, to oczy­wi­ste,
wie­my, jaka jest wraż­li­wa.

Wole­li­by­śmy umrzeć niż ją…,
ją skrzyw­dzić, wiesz przecież.

Wiem. Chłop­cy…, moi chłop­cy…
tak mi cięż­ko, wam pew­nie też,
że posu­wa­my się tak dale­ko,
nigdy wcze­śniej…,
niko­go nigdy nie skrzywdziliśmy…

Ale, mamo, my…

Nic nie mów! Wiem. Nie może­my…,
my nie może­my prze­cież…
tyl­ko patrzeć…, tego wytrzy­mać,
gdy­by tata jesz­cze żył…, jak ona cier­pi,
jak ona się z tym zma­ga…, z tym…,
i w ogó­le się nie skar­ży, jest taka
miła…, dobra…, jest wszyst­kim…,
ona cały czas się uśmie­cha, ale…,
ale mimo wszyst­ko, to, co…, mimo
wszyst­ko…

Tak, ona jest taka dziel­na…

Bar­dzo ją kocha­my, mamo,
nigdy niko­mu nie piśnie­my
sło­wa.

Życie…

Jeste­ście tacy dobrzy dla niej,
tacy odważ­ni, bar­dzo was kocham…,
nie…, nie wstydź­cie się łez, chłop­cy,
płacz­my…

Nie płacz, mamo.

Zoba­czysz, że się uda, ona…
musi znów zacząć cho­dzić, musi
wyjść poza te czte­ry ścia­ny,
wyjść z tego cuch­ną­ce­go… poko­ju,
teraz tyl­ko się uśmie­cha,
musi znów zacząć się śmiać.

Dzię­ku­ję.