CHILL

Leż, przy­ja­cie­lu, odło­giem, nie żałuj
sobie, wyrwij wtycz­kę i zacznij.

Bujać się w hama­ku, ogrze­wać słoń­cem,
kalo­ry­fe­rem, part­ner­ką, part­ne­rem,
prze­cią­gać kocim zwy­cza­jem i marzyć
o Machu Pic­chu.

Trwoń czas świa­do­mie, meto­dycz­nie.
Niech ci prze­cie­ka mię­dzy pal­ca­mi
two­je bez­cen­ne życie, niech sobie
wsią­ka w piach, niech zni­ka bez­pow­rot­nie.
Kto żyją­ce­mu mógł­by tego zabro­nić?

Daj sobie chwi­lę, pomno­żo­ną przez
chwi­lę, pomno­żo­ną przez chwi­lę.

Czy i na ile jest ci to potrzeb­ne?
Zapy­taj raczej, czy cokol­wiek inne­go
jest ci bar­dziej potrzeb­ne w tej chwi­li
niż to wła­śnie.

Roz­luź­nij się, zde­kon­cen­truj porząd­nie.
Odwróć ple­ca­mi do „musisz, musisz”,
zaczerp­nij powie­trza, podrap kota za uchem,
ziew­nij potęż­nie i zaśnij wresz­cie.

Śnij, bim­baj, prze­po­czwa­rzaj się cały­mi
mie­sią­ca­mi, poczuj, jaką moc ma nic.

Do dzie­ła, przy­ja­cie­lu, do dzie­ła.
Niech ci się w koń­cu prze­sta­nie chcieć.