SPLOT

I.


Tysiąc dzie­więć­set sześć­dzie­sią­ty.
Powsta­je utwór na pięć­dzie­siąt dwa
instru­men­ty smycz­ko­we.

Dwa­dzie­ścio­ro czwo­ro skrzy­piec,
dzie­sięć altó­wek, dzie­sięć wio­lon­czel,
osiem kon­tra­ba­sów.

Kom­po­zy­tor sto­su­je awan­gar­do­we
tech­ni­ki, kla­stry, glis­san­da, tre­mo­le,
nie­ty­po­we spo­so­by gry
na instru­men­tach, stru­no­we
efek­ty per­ku­syj­ne, mikro­to­ny.
8’37 brzmi upior­nie.

Ale Tren ofia­rom Hiro­szi­my
odsła­nia pora­ża­ją­ce głę­bie.
Rzu­ca muzycz­ny świat na kola­na.

Sono­ry­stycz­ny maj­stersz­tyk
z dnia na dzień prze­sta­je być
tech­nicz­nym eks­pe­ry­men­tem.

Zaczy­na uka­zy­wać nie­po­ję­ty dra­mat,
pozwa­la usły­szeć gniew­ny dźwięk
nad­la­tu­ją­cej zagła­dy, syre­ny alar­mo­we,
eks­plo­zje, krzy­ki bez­rad­nych ludzi.

Moż­na się w nim dosłu­chać hor­ro­ru
w czy­stej posta­ci, bólu, roz­dzie­ra­ją­cej
roz­pa­czy i posta­po­ka­lip­tycz­nej ciszy
po ato­mo­wym Arma­ge­do­nie.

II.

Dwa tysią­ce pierw­szy.
Pró­ba digi­ta­li­za­cji archi­wal­nych
nagrań, stwo­rzo­nych w latach
osiem­dzie­sią­tych z wyko­rzy­sta­niem
pętli taśmo­wych.

Taśmy magne­tycz­ne ule­ga­ją degra­da­cji.
W mia­rę odtwa­rza­nia, war­stwa fer­ry­to­wa
oddzie­la się od nośni­ka, co powo­du­je
stop­nio­we, powol­ne zani­ka­nie dźwię­ku.

Kom­po­zy­tor posta­na­wia uchwy­cić
ten pro­ces, pozwa­la­jąc pętlom grać
do momen­tu ich cał­ko­wi­te­go roz­pa­du.
Cyfro­wo reje­stra­cje dekon­struk­cję.

Zakoń­cze­nie prac zbie­ga się w cza­sie
z ata­kiem ter­ro­ry­stycz­nym na
World Tra­de Cen­ter.

The Desin­te­gra­tion Loops uka­zu­ją się,
opa­trzo­ne przej­mu­ją­cą dedy­ka­cją.
„Ofia­rom ata­ków z jede­na­ste­go wrze­śnia”.
Budzą powszech­ne uzna­nie.

Zapę­tlo­ne dźwię­ki oży­wa­ją w wyobraź­ni,
kon­cep­tu­al­ne dzie­ło przy­pad­ku zachwy­ca,
zapis tech­nicz­ne­go, czy­sto mecha­nicz­ne­go
pro­ce­su nabie­ra głę­bo­kie­go zna­cze­nia.

Z nie­by­tu wyła­nia się ambien­to­wa
medy­ta­cja o prze­mi­ja­niu, kru­cho­ści,
roz­pa­dzie pamię­ci, cier­pie­niu, destruk­cji,
nie­unik­nio­nym koń­cu cywi­li­za­cji.

III.

Dwa tysią­ce dwu­dzie­sty pią­ty.
Ja, autor, będąc w peł­ni władz
umy­sło­wych, dosko­na­le wie­dząc,
co robię, spla­tam
Pen­de­rec­kie­go z Basin­skim
w swo­im Wyj­ściu.

Albo­wiem pra­gnę poru­szyć
naj­głęb­sze stru­ny, chcę
mówić o współ­cze­snej tra­ge­dii,
o tra­ge­dii współ­cze­sno­ści.

Wplą­tu­ję Tren Loopy,
a co za tym idzie nad­la­tu­ją­cy Bom­bo­wiec,
walą­ce się Wie­że i dzie­siąt­ki tysię­cy Ofiar
w moje wła­sne roz­wa­ża­nia o ludz­kiej
natu­rze, prze­mo­cy, kul­tu­rze, cza­sie.

Amen.