ALARM

Kto jesz­cze chce panu Ada­mo­wi
zadać pyta­nie? Mar­tu­sia? Pro­szę.

Czy kie­dyś chciał pan uciec?

Uciec? Z miej­sca zda­rze­nia? Gdy
byłem na akcji? Gdy jest się na
akcji, o takich rze­czach nawet się
nie myśli…

…tak, dziec­ko, chcia­łem uciec, gdy
zoba­czy­łem, co się sta­ło i usły­sza­łem
jej krzy­ki, krzy­cza­ła, utnij­cie mi nogi,
natych­miast utnij­cie mi nogi, nie wie­dzia­ła,
że już je stra­ci­ła, jej żół­ty opel nawet
nie przy­po­mi­nał auta, to był cud, że
jesz­cze żyła, w któ­rym mogła być
mie­sią­cu, siód­mym, ósmym, chcie­li­śmy
ją wycią­gnąć, pró­bo­wa­li­śmy, i wte­dy
zaczę­ła ronić…

… więc nie, nigdy nie chcia­łem.

Ktoś jesz­cze?
Mary­sia.

Co wspo­mi­na pan do dziś. Naj­bar­dziej.

To trud­ne pyta­nie. Wspo­mnień jest
tak wie­le…

… jestem spa­lo­nym, nawie­dza­nym domem,
żyję pośród zgliszcz, jestem nimi, te, one
wszyst­kie miesz­ka­ją we mnie, ten chło­piec
miał naj­wy­żej kil­ka lat, jego mózg, różo­wy,
śli­ski, wła­ści­wie nie­usz­ko­dzo­ny, leżał
w tra­wie, była tak soczy­ście zie­lo­na, leżał
jakieś dwa metry od jego zmiaż­dżo­ne­go
cia­ła, naje­cha­ła na nie­go cofa­ją­ca cię­ża­rów­ka,
była po brze­gi zała­do­wa­na paru­ją­cy­mi
cegła­mi, a może to był piach, chy­ba piach,
kie­row­ca bie­gał dooko­ła samo­cho­du,
pła­kał, wołał, ja nie chcia­łem, mamo…

…dla­te­go też to wspo­mnie­nie jest
we mnie naj­bar­dziej żywe.
Uda­ło nam się, uga­si­li­śmy wiel­ki
pożar i niko­mu nic się nie sta­ło.
Cie­szy­li­śmy się jak dzie­ci. Przez
kil­ka dni.

To chy­ba już wszyst­kie pyta­nia.
Za moment zadzwo­ni dzwo­nek,
ale niech pan Adam się nie mar­twi,
to nie będzie alarm stra­żac­ki.
Dzie­ci, podzię­kuj­cie panu Ada­mo­wi.
Wiel­kie bra­wa dla pana stra­ża­ka.

Aplauz.
Pan Adam wsta­je.
Uśmie­cha się.
Macha.