WYJŚCIE
Tragic Vodka
Game Over
Wushu
Ex
BWV 988
Chanson de geste
Ateleia
Rekord
Nails
Palimpsest
Tata
Dobrostan
Kaspar
Influence
Kane
15%
CEO
Allāhu akbar
Alarm
Homilia
Fuzja
Blender
Chill
FLAC
Don’t Try
Skok
Ivett
Exodus
Kronos
Marina
Patrol
Diagnoza
Destroying Made in Heaven
Patchwork
Buntowszczik
Quapaq hucha
Nasłuch
Spektrum
Escape Room
Apokryf
Odźwierny
Aspekty
Wojtek
Dedalus
Splot
Flow
Airbus
Katakumby
Montaż
Tour de force
Plany
49
Ex libris
Sgraffito
Truck
Black and White
Stream
Peregrynacja
Cul-de-sac
Powrót
DESTROYING MADE IN HEAVEN
Kim jesteś, Jeff? Michaelem Jacksonem, Popeye’m
czy Hulkiem sztuki współczesnej?
Powiedziałbym, że najbliżej mi do Popeye’a,
który dokonuje niezwykłych czynów dzięki temu,
co konsumuje. Ja funkcjonuję podobnie.
On wykorzystuje w roli paliwa szpinak,
ja zaś wszystkie te połyskliwe przedmioty.
Baloniki, tulipany, króliki…
Kocham lustrzane powierzchnie. Odbija się w nich
otoczenie, w którym je wystawiam. Dzięki niemu
ożywają, nabierają głębi. Wciągają widza do artystycznej
gry. Udowadniają mu, że jest niezbędny. Zmieniają się,
transformują, gdy tylko obserwator się poruszy.
Odbiorca staje się współtwórcą
twoich rzeźb.
Tak, jestem zwolennikiem teorii, zakładającej
czynny udział widza w tworzeniu sztuki.
Moje obiekty to jedynie bodźce, wyzwalające
pewne impulsy. Sztuka rodzi się w tobie,
gdy zaczynasz te obiekty dopełniać swoją
obecnością, obserwacją, swoimi uczuciami,
myślami.
Co odróżniało twoją twórczość od tego,
co było popularne w sztuce lat osiemdziesiątych?
Trudno powiedzieć. Powstało wtedy mnóstwo
fantastycznych dzieł. Wielu artystów miało swój
własny styl. Kocham wszystkie ich dzieła. Moje
rzeźby zawsze miały mówić o przekraczaniu
i samoakceptacji. Próbowałem dzielić się z innymi
ideą transcendowania i akceptowania siebie.
Robiłem to z pełną świadomością.
To niesamowite, że postrzegasz to w ten sposób.
Zdecydowałeś się jednak zniszczyć dużą część
kolekcji Made in Heaven. Żałujesz tego?
Po rozwodzie z Iloną Steller walczyłem
o opiekę nad naszym synem Ludwikiem.
Zniszczyłem te prace, ponieważ czułem,
że powinienem oczyścić, chronić środowisko
mojego syna, w którym miał dorastać.
Zniszczyłem… ale… tak, żałuję tego,
niektóre z tych prac były moimi ulubionymi.
Namalowałem odbyt Ilony, który pięknie
dialogował z Początkiem świata Courbeta.
Powiedziałbym, że Made in Heaven było
próbą przekazania idei samoakceptacji.
Wykorzystałem ciało, ponieważ uważam,
że ciało często jest powodem alienacji.
A nie powinno tak być.
Wielu ludzi pragnie oglądać innych,
a nie potrafi przyjrzeć się sobie, nie potrafi
cieszyć się sobą, docenić tego, kim jest.
Widziałem kiedyś obraz Masaccia Wygnanie
z raju. Adam i Ewa są na nim wypędzani z ogrodu,
widać, że odczuwają winę, na ich twarzach
maluje się wstyd.
Made in Heaven miało być odpowiedzią
na Wygnanie. Chciałem pomóc ludziom
pozbyć się poczucia winy i wstydu. Intencje
więc były dobre. Bardzo dobre. Dlatego
żałuję, że zdecydowałem się zniszczyć
część mojej kolekcji.
To wspaniale widzieć kogoś, kogo kochasz,
jak staje się twoją inspiracją.
Wiesz, to było coś więcej, temat bardziej
ogólny niż tylko ciało, tak, cóż, Ilona
nie odczuwała żadnej winy, związanej
ze swoim ciałem, żadnego wstydu, więc
potrafiła zaprezentować to bardzo jasno.