WYJŚCIE
Tragic Vodka
Game Over
Wushu
Ex
BWV 988
Chanson de geste
Ateleia
Rekord
Nails
Palimpsest
Tata
Dobrostan
Kaspar
Influence
Kane
15%
CEO
Allāhu akbar
Alarm
Homilia
Fuzja
Blender
Chill
FLAC
Don’t Try
Skok
Ivett
Exodus
Kronos
Marina
Patrol
Diagnoza
Destroying Made in Heaven
Patchwork
Buntowszczik
Quapaq hucha
Nasłuch
Spektrum
Escape Room
Apokryf
Odźwierny
Aspekty
Wojtek
Dedalus
Splot
Flow
Airbus
Katakumby
Montaż
Tour de force
Plany
49
Ex libris
Sgraffito
Truck
Black and White
Stream
Peregrynacja
Cul-de-sac
Powrót
MARINA
Skoro nikt się nie kwapi, nie ma odwagi, ja zacznę.
To, co zrobiła, robi Marina, jest bezsprzeczne.
Mówcie, co chcecie, ale to jest bezsprzeczne.
Nieźle. Świetnie. Celnie. Perfekcyjny początek.
Bezsprzecznie. Gratuluję.
Zaczynacie? Nie chcielibyśmy tu szopki, nie po to
się spotkaliśmy, zostaliśmy zaproszeni,
zachowujmy się, jesteśmy gośćmi, rozmawiajmy,
jak ludzie.
Mówmy o środkach, celach, nie o osobie,
o osiągnięciach, może o kontrowersjach, recepcji,
bo zaraz się pokłócimy, za dużo nas tu,
mówmy o teorii sztuki, ideach, koncepcjach,
żeby jednak nie personalnie…
Nie personalnie? A co robi Marina? Eksploatuje
siebie. Jej sztuka to ona. Konkretna osoba. Która
używa innych osób, widzów, rodziców, kochanków,
studentów, ci zawsze najgorliwsi, młodzi, głupi,
dobrze, że nie ma ich dziś z nami, dziś same tęgie głowy,
pół wydziału, lekko licząc, radźmy, radźmy,
może uradzimy, może dźwigniemy, jak się napniemy,
jeśli nie zdecydujemy się mówić konkretnie, możemy
w ogóle nie zaczynać. Dla mnie jeszcze jeden,
tym razem bez żadnej domieszki, czysty, ale z lodem,
takiego nazywam „Haustem dziekana”; niezłe, co?
Moje.
Moja teza jest taka. Krótko, w dwóch słowach.
Attention whore. To jednocześnie moja diagnoza.
W jakiejś dysertacji.. Nota bene…
Tak myślałum, i zaczęło się, jak zwykle będzie z tego
dada, nie wytrzymam, poślizgamy się chwilę
po powierzchni, wydoimy litry, do niczego nie dojdziemy,
nic a nic nie ustalimy, miałobym ochotę… Dada, dada…
Podasz krakersy?
A ja mam jakby… yyyy, taką małą, malutką metauwagę,
żebyśmy, yyyy, przede wszystkim nie kaleczyli języka,
uprzedzał, że nagra, że, yyyy, będzie rejestrował, mówmy,
zachowując ustalone gramatyczne zasady, rozumiem,
yyyy, że pewne osoby chciałyby być poza regułami
lingwistycznej gry, yyyy, ale może na użytek tej rozmowy
zrezygnują z ostentacji?
Na tym właśnie polega hejt, z którym Marina; przepraszam,
zrobisz mi trochę miejsca, dziękuję; z którym Marina
zmaga się od samego początku, od zawsze boryka się
z niezrozumieniem, pamiętacie, nie chciano jej dać
kości, przerywano występy. Ona właśnie chce wykroczyć
poza reguły, poza ciasne ramy kostycznej estetyki. Yyyy!
Zawsze ją podziwiałom. Podziwia-ŁOM. To jest pyszne.
Co to? Yyyy! Yyyy!
Phi!
Trochę jednak szkoda, że nie ma tu studentów,
studentek, chcę to głośno powiedzieć, niech
świat wie, co wstawionym dziekanom chodzi po głowie,
czyich gołych stópek pragną ich owłosione klaty.
No widzisz? Widzisz. Teraz widzisz…
Ja już chyba podziękuję. Albo nie, jednak poproszę.
Wiecie, że robiłem z performansu habilitację,
pisałem między innymi o Marinie, to już klasyka,
nie lekceważyłbym słowa „bezdyskusyjne”.
To było słowo „bezsprzeczne”.
A, tak, dziękuję, pani m a g i s t e r.
Pani adiunkt, o, sorry, adiunkt-t-t-k-k-ko, wybaczenia
proszę; tak, ale odrobinkę; mnie się nigdy nie podobało,
że Marina się obnażała. I nie, nie z tego powodu,
o którym wszyscy teraz myślicie, po prostu uważam, uh,
sorry, że są, powinny być, uh, jakieś granice. Ojej.
O, tak, powinny być jakieś granice. Nawet nie jakieś.
Konkretne. Bezsprzecznie. A nawet, powiedziałobym,
bezdyskusyjnie! Yyyy!
Potrafisz tylko szydzić, może powstrzymałubyś się,
chociaż dzisiaj, teraz.
Lubię noże, ogień. Dlatego właśnie kocham Marinę.
Cycki mogła sobie jednak zrobić. Lepiej by wyglądała.
Zostawiłaby po sobie fajniejsze fotki, wzdychałaby
na starość, byłam taka młoda, taka piękna,
jędrna jak stercząca sutka; jak się mówi, „stercząca
sutka” czy „sterczący sutek”? Bo staram się brzmieć
hiperpoprawnie. Ingerencje seksistowskie. Tak mogłaby
to zatytułować. To byłoby sprytne; nie? Poprawić,
upiększyć, powiększyć, skorzystać, a jednocześnie
wyszydzić. No, ale tak czy siak wyglądałaby znacznie
lepiej, prawda, panie dziekanie?
Tylko nie „panie”… Oj, tylko nie „panie”, „panie”
doktorze, „p a n i e” to są w Internecie, i to jakie…
„pan” widział kiedyś na żywo „t a k i e”?
Zaczadzenie w gwieździe. To było najlepsze. Albo te
jej bałkańskie tańce. Zatańczymy za chwilę?
On nawet powiedział, do czego to wykorzysta.
Uprzedził nas, no tak, a my się zgodziliśmy,
dlatego sądzę, że jednak…
Wiecie co, yyyy…
Yyyyyyyyyyyyyyyy!!!
Tego już za wiele! Są…, są, jakieś, yyyy,
granice, yyyy. Phi!
To etyczne? Że on tego użyje? Ma się to ukazać
w jego jakimś Wyjściu, tak? Czy w Wejściu?
Co to w ogóle jest?
Cholera wie.
A ja bym ją zastrzelił, gdybym tam wtedy był.
Użyłbym tego pistoletu. Sama wyraziła zgodę.
Przystępując do kobiety, nie zapomnij gnata.
Możliwa autoironia.
Czy on nie urządza czegoś naszym kosztem?
Czegoś w rodzaju, czy ja wiem, przedstawienia?
Teraz nawet bez lodu. Tę wersję nazywam już
inaczej. „Kamikadze”, „Boski-wiatr-obalający-
pana-dziekana”. A co tam! Niech obala, taka jego rola.
Poślijmy po studentki! Mam tu dwa numery.
Powiemy, że odstawiamy tu serbski performans
a’la Abramović. Będzie… g r a – n i c z – n i e!
Zatwierdzam. Bezapelacyjnie. Amen.
„Niech weźmie moje życie a moje słowa to niewysłowione
To przebudzone, te usta otwarte, i ta nadzieja, te nowe okręty”.
…
O Boże. Boże, jakie to piękne.
Co to?
…
Też Marina. Ale inna.
Inna? Inna? Jaka inna?
Ta ruska?
…
Bez chłopców nie będzie, uh, wystarczająco
transgresywnie, dzwonię po jednego, mojego…
jest to zdolny student, miły, jest bardzo zdolny,
panie, ojej, panie… dzie – ka – nie.
Przestań. Przestań!
Koniec.
…
Czy moglibyśmy zacząć, spróbować…
raz jeszcze?
…
„I drozd krzyczący we mgle
Moja córko”.
Cwietajewa chyba.
Nie.
Wystarczy.
Wychodzimy.