REKORD

Byłam mło­da.

Pożą­da­łam zło­ta.

Moje dziec­ko
dało z sie­bie wszyst­ko,
aby pomóc swo­jej mamie
pobiec szyb­ko, naj­szyb­ciej
na świe­cie.

Byli­śmy razem krót­ko,
pobi­li­śmy rekord,
sta­nę­li­śmy na podium,
wró­ci­li­śmy z olim­pia­dy
i po pro­stu
roz­sta­li­śmy się.

O czym tu mówić?
Co mogła­bym jesz­cze dodać?

Że byłam głu­pia?
Łatwo­wier­na?
Że zapła­ci­łam
rekor­do­wo wyso­ką cenę?

Cze­go chce­cie?

Chce­cie je ujrzeć, zoba­czyć topiel­ca,
koły­szą­ce­go się w mojej łzie?
Usły­szeć wyją­cą strzy­gę?

Mam wam powie­dzieć,
że do dziś cier­pię, że
roz­ma­wiam z nim każ­de­go dnia,
choć napa­wa mnie to lękiem,
że się boję?

Że od wte­dy dry­fu­ję w chłod­nej toni,
że zama­rzam w kryp­cie?

A jeśli tak nie jest?

Chce­cie się poży­wić
moim bólem, chłopcy?