APOKRYF

Gdzie sio­stry?

Zaję­te, przy­go­to­wu­ją wie­cze­rzę,
wejdź.

Cze­ka­łeś na mnie w ciszy i ciemności.

Tak, jak pro­si­łeś.
Zasną­łem. Dokądś sze­dłem,
scho­dzi­łem…

Zapal naj­mniej­szą lampkę.

Nie odsta­wiaj.
Zbliż się.

Nie usią­dziesz?
Dla­cze­go nie odsła­niasz twa­rzy?
Spie­szysz się?
Odwra­casz gło­wę.
Nie patrzysz mi w oczy.
Jeste­śmy sami.

To wyjąt­ko­wa chwi­la.
Nachyl się ku mnie.

Wiem, że jesteś cho­ry.
Obja­wy sta­ją się coraz bar­dziej wyra­zi­ste.
Dłu­go już ich nie ukry­jesz.
Wkrót­ce zoba­czą.
Wszy­scy.

Tak, to praw­da.
Pomo­żesz mi?
Wiesz, jak to się skoń­czy,
dokąd to zmie­rza.
Zechcesz mnie uzdro­wić?
Czy po to przy­sze­dłeś?
Dla­cze­go sam, potajemnie?

Czy odwa­żysz się umrzeć dla mnie?
Zstą­pić do otchła­ni i powró­cić?
Przy­jąć cię­żar naj­mrocz­niej­szej wie­dzy?
Stać się Oży­wio­nym, Zna­kiem?
A wkrót­ce potem umrzeć po raz wtó­ry
z ręki tych, któ­rzy pra­gną mnie zabić?

O czym mówisz?
Nie widzę two­jej twa­rzy.
Dla­cze­go nie patrzysz mi w oczy?

Mam moc uzdro­wić cię.
Ale mam też moc cię wskrzesić.

Mil­czysz.
Wie­rzysz w to?

Nie poj­mu­ję.

Wie­rzę.

Co więc odpowiesz?

Ty wiesz.

Wiem, ale to nie ja decy­du­ję.
Ja tyl­ko pytam. Pro­szę. Odpowiedz.

Niech
się
sta­nie.

Mil­czysz.

Unieś lamp­kę, spójrz mi w oczy.

Pła­czesz.

Płacz razem ze mną,
Łaza­rzu.
Przy­ja­cie­lu mój, bra­cie mój,
płacz­my razem.