TATA

Z tymi drzwia­mi zapier­da­lam,
z futry­na­mi latam, sta­rą bidę
tasz­czę.

Ojciec coraz słab­szy.

Dzwo­ni do mnie, pyta,
gdzie Paweł, Asia,
wnu­ki.

Mówię, kur­wa, tata, Paweł
nie żyje, umarł.

Pyta, kie­dy.

Będzie, mówię,
ze trzy mie­chy,
sam żeś go sztyw­ne­go
za fote­lem zna­lazł,
Asia już rok temu
się zbie­si­ła,
z mło­dy­mi wyje­cha­ła.

Nie wie­rzy.

Wra­cam ostat­nio z mon­ta­żu,
kupi­łem dwie ćwiart­ki, wiesz, nor­mal­nie,
bez­oka­zyj­nie, jak zwy­kle,
zajeż­dżam do nie­go, nale­wam,
mówię, zdro­wie, tata, sto lat,
a on, ty, mnie, kur­wa, pyta, czy może.

Mówię, kur­wa, tata, po to
przy­wio­złem, dla cie­bie, nie pamię­tasz,
ile gorza­ły w swo­im życiu wytrą­bi­łeś?

Gło­wą kiwa.

Spró­bo­wał tyl­ko, zosta­wił.
Sam, kur­wa, musia­łem skoń­czyć.

Mat­ki cią­gle wypa­tru­je.

Wiesz, co go jesz­cze trzy­ma?
Faj­ki.

Kupi­łem mu parę kilo tyto­niu,
bibu­łę, maszyn­kę,
sie­dzi tyl­ko i krę­ci.
A potem godzi­na­mi pali.

Ze set­kę wczo­raj w nocy nakrę­cił.

Wra­cam po połu­dniu
z mon­ta­żu,
zajeż­dżam, patrzę, nic już nie ma,
on sie­dzi, w okno patrzy.

Gdzie ta kupa fajek, pytam.

A on, rozu­miesz, nie wie.

Nie wie, kur­wa, że przez kil­ka godzin
wyja­rał
całą set­kę.

Uwę­dzisz się, tata, mówię,
w tej klit­ce.

Patrzy na mnie, ale, ty,
jak­by mnie, kur­wa, nie widział.