PRZEJŚCIE
Pierwszy
Ostatni
Poeta
Stary wazon
Prośba
Wyznanie
Kuchnia
Baśń o młynkach
Ulica
Wspomnienie z Lipska
Katalog
Opowieść orientalna
Piosenka wiosenna
W parku
Oceanarium
Psy i koty
Studium
Bird
Babcia
Helena
Antybożec
Baśń dla Irminy
Porównanie homeryckie
Zstąpujący robotnicy
Który idziesz
Rano
Pojmowanie
L.A.Woman
Poszukiwania
Chwile
Galeria
Grafiki Gielniaka
Dialog
Nazca
Vivian
Lois
Anons
Dziennik pokładowy
SMS
RPG
Cykl
Pejzaż
Raport
Jest
Ekonomia humanistyki
Tlen
Manuskrypt
Casus extremus
Przedmioty
Płaskoziemcy
Wykład
Ono
Nie ma
Psalm buntowniczy
List
Style odbioru
Wiedz
Nic więcej
Mów do nas
Przejęcie
OSTATNI
Odpłynęły tratwy i dostojne kogi,
a na nich wszystkie –
dobre i złe bogi.
Odpłynęli ci nieliczni, którzy może nawet nam sprzyjali.
Stoimy w pustym porcie. Wpatrzeni w odległe
rufy, które pożera przestrzeń i sól.
Albo raczej pędzimy przez próżnię,
uwięzieni w przeludnionej stacji kosmicznej.
Może orbitujemy wokół nieistniejącego jądra.
Zatrzaśnięci w wystrzelonej donikąd kapsule,
poruszamy się po zagadkowej trajektorii.
Może.
Jakie to banalne, nijakie, po prostu żadne.
I inne być nie może. I nigdy nie będzie.
Wiesz co? Właściwie to już nic. Nic.
Lepiej za dużo nie myśl i uparcie milcz,
milcz nieubłaganie
o względności przez kwanty pomnożonej, kwazarach i kwarkach,
o genetycznych defektach i wyściełanych niepewnością
czarnych dziurach.
O poronionych Pascalach albo innych Hawkingach.
Lepiej zadbaj o dziecko, okaż czułość żonie, pogłaszcz kota,
skoś trawnik. I niech ci to wystarczy. To musi wystarczyć.
To wystarczy.
Pluń na Nową Ślepą Trójcę.
Aberrację, Entropię, Anihilację.
Rufy kołyszą się uparcie,
jakby tamci jeszcze
– rozpuszczając się leniwie w żrącym roztworze morza –
ironicznie
machali nam
na pożegnanie.
Kolorowe banieczki unoszą się
na wodzie,
światła huśtają się, kręcą, gasną
na kosmicznym kilwaterze.