PRAWIE

Nawet wte­dy, gdy nie masz
naj­mniej­szych wąt­pli­wo­ści
co do osią­gnię­cia wyzna­czo­ne­go celu,
jesteś u celu jedy­nie pra­wie.

Nigdy nie dotkniesz same­go
jądra – przed­mio­tu, zwie­rzę­cia, zja­wi­ska,
czło­wie­ka.

Jądro jest nie­osią­gal­ne.
Trans­cen­dent­ne.
Mistycz­nie nie­do­ty­kal­ne.
Cał­ko­wi­cie poza two­im zasię­giem.
Było takie, jest i takie pozo­sta­nie.

Noume­non, Dao, Eidos, Dhar­ma­kaya.
Onie­śmie­la­ją­ce są same nazwy
isto­ty rze­czy.

Krą­ży­my po oko­ło­pro­ble­mo­wych orbi­tach,
spa­ce­ru­je­my tyl­ko po powierzch­niach.

Takie
jest prze­zna­cze­nie.

*

Czy ono jest wyro­kiem?

Może.

Jeśli z nie­osią­gal­ne­go jądra
uczy­nisz
jądro swo­je­go życia,
umrzesz w męczar­niach.

Zadrę­czysz sie­bie.
Innych, żyją­cych w zasię­gu two­je­go bólu.
I nie pozo­sta­wisz po sobie nicze­go
oprócz żało­sne­go jęku.

Lepiej dojdź do wnio­sku,
że sama bli­skość
już jest zna­czą­ca.

To może oca­lić.

Uła­twić wgląd.

A nawet
uwiecz­nić.