PONAD

sły­szę czu­ję mru­cze­nie zuzan­ny
wiel­ki kanion usłuż­nie ofe­ru­je mi mnó­stwo miej­sca
hal nie­ustan­nie mnie wywyż­sza
zestrze­li­łem czer­wo­ne­go baro­na
poko­na­łem nazgu­la
nie mając nóg
sta­łem się asem kosmicz­ne­go lot­nic­twa
histo­ria się jesz­cze nie skoń­czy­ła
i nigdy nie skoń­czy
bo zata­cza koła
zawsze znaj­dą się jacyś ludzie któ­rzy
przyj­mą mnie pod swój dach
będą bro­nić z nara­że­niem życia
dadzą się za mnie zabić
ist­nie­ją jesz­cze sku­tecz­ni nauczy­cie­le
mistrzo­wie
nie wszy­scy ojco­wie-pisa­rze
są tyra­na­mi
nie­któ­rzy widzą we mnie
rubin w koro­nie
w każ­dej chwi­li mogę poczuć się kró­lem
i na samym szczy­cie ośnie­żo­nej góry
poroz­ma­wiać z anio­łem
dano mi moż­ność wyra­ża­nia sie­bie
uży­wa­nia dowol­ne­go sło­wa
nie muszę trak­to­wać wszyst­kie­go poważ­nie
nie muszę być boha­te­rem
mogę mówić logicz­nie
mogę mówić cha­otycz­nie
mogę się powta­rzać
pisać jak mi się podo­ba
mogę zmu­sić do wszyst­kie­go nie­jed­ną kon­wen­cję
jeśli zechcę stwo­rzę z wier­sza łody­gę wąwóz
mię­dzy­gwiezd­ny sta­tek
albo chwie­ją­cą się magicz­ną wie­żę
mogę liczyć na intu­icję
nie zawsze muszę czuć się pew­nie
odkry­ję coś albo i nie
zawsze jest jakieś nigdzie
do któ­re­go mogę uciec
mam schro­nie­nie w samym sobie
ktoś może mi ofia­ro­wać swo­je bez­cen­ne mil­cze­nie
inny z iro­ke­zem może się oka­zać kum­plem
rab­bi nie chce mojej zgu­by
bo do takich jak ja został posła­ny
śmierć jest moim bra­tem
za chwi­lę zamie­nię się w zwie­rzę
potem mimo wszyst­ko wylą­du­ję
spad­nę jak kot na czte­ry łapy
posa­dzę prze­ję­cie na obcym grun­cie
i spra­wię
że prze­mó­wi do cie­bie świat
nie­skoń­cze­nie pięk­ny wszech­świat
nie muszę być bez­li­to­snym hiper­bo­rej­czy­kiem
i uży­wać pogar­dy
by wznieść się ponad innych
bycie ponad jest moim natu­ral­nym sta­nem
jest darem