NIE
Jest jeden Rabbi.
Ale po ludzku zwielokrotniony,
cudownie rozmnożony,
wieloraki.
Dostępny pod różnymi postaciami.
Jak bochenki,
wyjęte z jednej formy.
Jak zebrane
do jednego kosza
ułomki.
*
Jest mleczną kroplą
w mrocznej jaskini.
Nauczającym starców
dzieckiem.
Snującym się
w określonym celu
wędrowcem.
Królem,
płynącym po palmowym morzu
na wesołym osiołku.
Najbogatszym nędznikiem,
niewinnym skazańcem.
Kimś, kto podczas przesłuchania
nie nadstawił drugiego policzka.
Znajomym obcym,
który wymknął się śmierci,
przechodząc
przez zamknięte drzwi
otchłani.
Jedynym Nadczłowiekiem.
*
Mój Rabbi jest ułomkiem podpłomyka.
Okruchem spadłym ze stołu, wprost nad nogi
znienawidzonych celników,
najgorszych mętów, ludzkich wraków, prostytutek,
trędowatych, ślepców, pogan, samarytańskich psów,
wszystkich przeklętych, wygnanych z obozu,
wyrzutków z wypalonym piętnem charam na czole,
dryfujących wprost ku drapieżnej paszczy
nieuniknionej zagłady.
Zanurza ręce w ludzkim błocie.
Wyjmuje z mętnych kałuż wielokaratowe samorodki.
Znajduje na pustyniach i bezludnych drogach
ślady czyjejś przelotnej obecności.
Uparcie szuka zgubionej monety.
Jednej drachmy.
Mój Rabbi jest tym, który wbrew logice
afirmuje to, co najmarniejsze, mnie.
Tym, który okazuje niezrównaną siłę,
powściągając mordercze zamiary synów gromu,
wstrzymując karzącą, popędliwą rękę.
*
Czy chcesz, aby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?
Nie.