NAGLE

Pro­blem się nie poja­wia, nie przy­cho­dzi
cicho, na palusz­kach, nie puka do drzwi,
nie pyta grzecz­nie, czy może wejść,

pro­blem doko­nu­je agre­syw­nej inwa­zji,
dobi­ja do brze­gu nagle, na pokła­dzie
bojo­we­go drak­ka­ra, lądu­je na pustej pla­ży
i ska­cze cichej wio­sce do gar­dła, plą­dru­je,
gwał­ci, pła­wi się w stra­chu, dymie, rze­zi,
bie­rze kąpiel we krwi nie­wiast, dzie­ci,
star­ców, nawet nie­win­nych bydląt, koni,
w poso­ce udrę­czo­nej zie­mi, jęku kamie­ni,

bru­tal­nie rzu­ca potul­ną osa­dę na kola­na,
wymie­rza cio­sy klin­gą tyglo­we­go Ulfbreh­ta,
bez­li­to­śnie kale­czy, recho­cze, plu­je, kpi.

*

Jest to zda­rze­nie iście epic­kie, kino­we,
prze­ni­kli­we krzy­ki, bry­zga­ją­ce pły­ny,
buzu­ją­cy ogień, tupot, dra­ma­tycz­na muzy­ka,
osza­la­ła z wście­kło­ści i bólu akcja,

a im głęb­szy pro­blem – tym głęb­sze rany,
tym lep­sze rekwi­zy­ty, kostiu­my, sce­no­gra­fie,
tym wię­cej, szyb­ciej, gwał­tow­niej wszyst­ko
się na fil­mo­wym pla­nie świa­do­mo­ści dzie­je.

*

Wiem, o czym mówię, nie­raz leża­łem
pod zwę­glo­nym pło­tem, jak zwie­rzę,
splu­ga­wio­ny, wdep­ta­ny w bło­to,
bro­cząc paru­ją­cy­mi wnętrz­no­ścia­mi,

nie­raz, powró­ciw­szy na pokład łodzi,
odpły­wa­łem z trium­fem, żegna­ny
pomsto­wa­niem chat, drzew, wia­tru,
roz­pła­ta­ne­go nie­ludz­ko krajobrazu.