CO
Trwa przetwarzanie danych, transformujemy
informacje, kreujemy cyberprzestrzenie,
downloadujemy metafory, bierzemy zewsząd, znikąd,
kotwiczymy w posthumanistycznym gruncie,
w otwartych dokumentach, na świecących pulpitach,
nadlatują epitety, lądują hiperbole, cyfrowe walkirie,
półprzewodnikowe erynie, coś się tu zaczyna, dzieje,
w Wordzie, w Pages, na stacjonarnym, na iPadzie,
na dyskach, w obwodach, zwojach, pienią się surowce,
cyrkulują składniki, wypiętrzają rafy,
formują informacyjne, innowacyjne, epigońskie
piekła, raje, czyśćce, kiełkują technolatrie,
w laboratoriach, bezosobowych centrach
zachodzą nieprzerwane aluzyjne interakcje,
następuje namnażanie znaczeń.
I co z tego?
Skoro chodzi tylko o to,
co
Istotne.
Terabajty, petabajty,
eksabajty, zettabajty, jottabajty.
Imponujące.
Zaiste, aczkolwiek.
Istotne
jest zawsze pojedyncze, wyodrębnione,
jest drżącą, wyekstrahowaną samotnością,
bezbronną kwantową kwintesencją,
opuszczonym dzieckiem
w wielkim, chaotycznym, matriksowym
lesie.
Tym właśnie jest „co”.
A co
konkretnie?
Na przykład kot.
Albo drzewo.
Ta córka. Ten syn.
Ona.
On.
Ot,
co.
*
Tym razem wyszło skromniej.
Co
począć.
Może to
i dobrze.
A
co
tam.
Co –
myślicie?
Co?