ZAWSZE
„Nigdy” jest dobre, „zawsze” jest złe, nigdy
nie mów „nigdy”, zawsze jest jakieś „ale”.
Zawsze jesteś celem, łupem,
chodzącym, potencjalnym nieszczęściem,
żyjesz, ale.
Zawsze cię coś upoluje, wypatroszy,
zbezcześci, potraktuje jak satanista
komunikant podczas czarnej mszy,
użyje w sposób nikczemny, skosztuje, napocznie
i porzuci, zje i wydali.
Zawsze,
choć czasem, to prawda, później niż prędzej.
Rewersem wyżyny jest dolina, a monetą
w obiegu, w ruchu, jesteś ty, mój drogi.
I dlatego „zawsze” jest złe, tak złe.
Bo zawsze kiedyś wypadnie.
Zawsze cię zwęszy jakaś Furia, tak czy inaczej
przywabisz Norny, wampiry, twoja krew, ptaszyno,
pachnie tak słodko.
Apoplexia Cerebri.
Insufficientia Cordis.
Carcinoma Pulmonis.
Insufficientia Renalis.
Cirrhosis Hepatis.
Lupus Erythematosus Systemicus.
Morbus Ebola.
Disturbatio Affectiva Bipolaris.
Depressio Maior.
Ten lub inny Belial, o nazwie tyleż pięknej,
co złowieszczej, bez twojej wiedzy, lwie alfa, wodzu,
już wyruszył na łowy, tropi pokarm, szuka żeru,
podąża z pyskiem przy cuchnącej ziemi za twoją,
jakże miłą mu,
wonią.
*
Zawsze jednak jest jakieś „ale”, więc
i „zawsze” musi mieć drugie oblicze.
Jesteś cenny, zawsze komuś-czemuś drogi.
Nawet nieszczęście jest jakąś zapłatą,
nawet bezgraniczny ból oferuje coś na wymianę.
Ale co?
Cokolwiek.
W obliczu Beliala,
wcielonego bestialstwa,
nie będzie to nic istotnego.
Jeszcze jeden oddech, ostatni łyk kawy,
przypadkowy dźwięk, dotyk,
pejzaż oprawiony w ramę szpitalnego okna.
Taki pejzaż to na przyszłość, przyznasz,
żaden widok.
Ale nawet taki marny widok,
obraz nędzy i rozpaczy, z tobą
na pierwszym planie,
dyndającym na szubienicy,
zawsze jest jakimś dziełem,
wytworem,
istnieniem.
Zawsze
to jednak
coś.
A czym jest w obliczu nicości cokolwiek?
To najbłahsze, najmniej istotne coś?
Nieszczęśniku alfa,
wodzu z wyrokiem śmierci na karku,
zgubiona, tocząca się, rzucona moneto,
wiesz przecież,
że zawsze to jakieś
dobro.