MIEJSCE
Tu się właściwie nic nie dzieje.
Coś się tu porusza, ale nie wędruje.
Coś rośnie, ale niezauważalnie.
Tu się rejestruje fakty,
studiuje anatomie,
rozpatruje cechy morfologiczne,
topograficzne zależności,
dostrzega to, co ledwo namacalne,
ustala, z której strony wieje spowolniony
do granic możliwości wiatr.
Radary, tomografy, skanery, czujniki, wibrysy,
czułki, echolokacyjne zdolności, zmysły,
chłodne mechanizmy dedukcji, indukcji,
wszystkie instrumenty wykrywania, namierzania,
przetwarzania wytropionych danych,
znajdują się tu w stanie najwyższej gotowości.
Modus operandi trwania tu,
w tym miejscu, jest trybem analizy
znieruchomiałych obiektów,
statycznych fenomenów.
Wbitej w ziemię bazaltowej kolumny,
rośliny, lewitującej w kropli bursztynowej lawy,
zwierzęcia w potrzasku badawczego spojrzenia,
wyrzeźbionej w powietrzu gałęzi dymu,
uwięzionej w bryle węgla chwili,
skutej lodem ludzkiej twarzy,
zahibernowanego widoku,
zmumifikowanego krajobrazu.
Żadnych startów, lotów, lądowań,
dramatycznych ucieczek, pościgów,
kosmicznych fajerwerków,
efektownych metamorfoz,
nagłych transformacji.
Tu się nic takiego, nic w tym rodzaju
nie odbywa.
Gilgamesz zanudziłby się tu na śmierć,
Indiana Jones powiesiłby się tu
na własnym biczu.
Topos wędrówki palnąłby tu sobie w łeb.
Albo w niecierpliwe serce.
Dyskretny ruch ręki, poruszenie powieki,
mikrodrgnięcie liścia, ziarnka piasku,
wskazówki zegara,
jest tu wielką rewolucją,
przełomem,
kamieniem milowym,
śmiałym przekroczeniem odwiecznej bariery,
apokaliptycznym końcem,
wielkim wybuchem,
symbolem nad symbolami.
Precyzyjna detekcja zjawisk,
egzystencjalna sejsmografia.
Tym jest modus operandi trwania.
Tu, w tym jednym, jedynym, wybranym,
ściśle określonym, nienazwanym
miejscu.