ŚCIANY TARKOWSKIEGO
Stalker, Gorczakow, Aleksander,
a nawet sam Andriej
zeszli na dalszy plan, usunęli się w cień,
stali się tłem.
Istnieją nadal, ale jedynie
jako ludzka scenografia,
wciąż wypatrują, hamletyzują, snują się, płożą,
trzepocą w kadrach,
są myślącymi ćmami, usiłującymi przebić tafle
zwierciadeł, ale ich wysiłki
przestały być kluczowe.
Główną rolę zaczęły odgrywać ściany.
Wyreżyserowane powierzchnie.
Zachlapane farbą, popękane,
pokryte pleśnią, porostami, mchem,
obumarłymi zarodnikami,
łuszczącymi się tapetami,
obfitujące w szczeliny,
w skazy, szczerby, rysy, wyrwy, mikrokrypty,
poprzecinane wartkimi strumyczkami,
ruchliwymi stróżkami, wilgotnymi ścieżkami
wyżłobionymi w kurzu i pyle
przez wędrujące krople.
Oddychają powietrzem o barwie sepii,
światłem o konsystencji mgły, tracą pion,
zyskują smutną pewność,
ronią tynk, osuwają się, grzęzną,
sypią nostalgicznie,
ostatkiem sił odmawiają.
Próbują zahipnotyzować obiektywy,
do granic możliwości spowolnić ujęcia.
Skrywają fragmenty mistrzowskich
fresków, zatartych,
ludzką ręką uczynionych.
Do końca strzegą wyblakłych strzępów,
znikających obrazów, rozwiewających się
w przestrzeni
znaków.