PRZEJŚCIE
Pierwszy
Ostatni
Poeta
Stary wazon
Prośba
Wyznanie
Kuchnia
Baśń o młynkach
Ulica
Wspomnienie z Lipska
Katalog
Opowieść orientalna
Piosenka wiosenna
W parku
Oceanarium
Psy i koty
Studium
Bird
Babcia
Helena
Antybożec
Baśń dla Irminy
Porównanie homeryckie
Zstąpujący robotnicy
Który idziesz
Rano
Pojmowanie
L.A.Woman
Poszukiwania
Chwile
Galeria
Grafiki Gielniaka
Dialog
Nazca
Vivian
Lois
Anons
Dziennik pokładowy
SMS
RPG
Cykl
Pejzaż
Raport
Jest
Ekonomia humanistyki
Tlen
Manuskrypt
Casus extremus
Przedmioty
Płaskoziemcy
Wykład
Ono
Nie ma
Psalm buntowniczy
List
Style odbioru
Wiedz
Nic więcej
Mów do nas
Przejęcie
PRZEJĘCIE
I.
W końcu ci z Prawej
podnieśli holistyczne głowy.
Już lata temu istniały przesłanki
ku temu, że prędzej czy później
tak właśnie się stanie,
że bunt jest tylko kwestią czasu.
Dominacja i arogancja
tych z Lewej
od zawsze
budziły po przeciwnej stronie
uzasadnione oburzenie.
W istocie,
każdy racjonalny krok
Lewej
od początku i nieodmiennie
był nie tylko sensowny, logiczny,
ale i szyderczy, był subtelnym
policzkiem
wymierzonym Prawej.
II.
Kreatywne jastrzębie wyzwolonej sztuki
opracowały normandzki wariant
przejęcia.
Zaplanowano frontalny,
miażdżący atak aliancki,
inwazję na niebotyczną skalę,
uderzenie brutalne, jednorazowe,
śmiertelnie skuteczne.
Reorganizacja sieci neuronalnych,
blokada neurotransmisji,
zakłócenie komunikacji korowo-korowej,
siłowe przejęcie kontroli
nad centrum wzrokowym, językowym
i hipokampem –
miałyby dać Prawej zwycięstwo
błyskawiczne i w sposób trwały
zapewnić sprawowanie niepodzielnej
władzy.
Wariant ten okazał się jednak
najzupełniej błędny.
III.
Tkliwe empatyczne gołębie
ponad wszelką wątpliwość
dowiodły bowiem,
że ci z Lewej przewidują pewnie
taką właśnie prostacką szarżę,
że – ponadto – nie można
tak po prostu
anihilować Lewej, niezbędnej jednak
do skutecznego funkcjonowania Prawej,
a nade wszystko pod żadnym pozorem
nie należy zakłócać prawidłowego
funkcjonowania Nosiciela,
byłoby to wszakże podcinaniem
egzystencjalnej gałęzi, na której
Prawa ze swej natury
siedzi.
Zdecydowano się więc
na wariant florencki, makiaweliczny,
ekwilibrystyczny, mistrzowski
w swym wyrafinowaniu,
zupełnie przez Lewą nieoczekiwany.
Lewi zostaną zdominowani psychologicznie,
zniewoleni subtelnie, nie siłowo,
lecz podstępnie,
zaczną służyć Prawym nieświadomie,
bezwiednie.
„Udawaj słabego, aby stać się silnym”.
„Najwyższą sztuką wojny jest pokonać wroga bez walki”.
Słusznie, dziadku
Sun Tzu.
IV.
Na terenie Prawej trwają aktualnie
gorączkowe przygotowania.
Szkoli się szpiegów, cichych prowokatorów,
emocjonalnych szantażystów,
wszelkiej maści infiltratorów,
bezczelnych, lecz zabójczo skutecznych
spryciarzy.
Zapytacie,
skąd ja to
wiem.
No cóż,
maczałem w tym wszystkim
neuronowe palce.
Pozwólcie jednak, że tu zakończę.
Ktoś musi przecież
na powierzchni Prawej
studzić emocje.