NIE MA

Nie ma we mnie nicze­go
oprócz nie­zgo­dy
na sie­bie i na cie­bie,
na ten nija­ki gru­dzień, na ten dogo­ry­wa­ją­cy
w naszych męczar­niach, w naszych kłót­niach rok,
na nasze szep­ty i krzy­ki,
na Bogu ducha win­ne śnie­żyn­ki,
na wszyst­ko.

Chciał­bym tyl­ko
zapaść się w zaspę ciszy,
pust­ki, świę­te­go spo­ko­ju.

Tak słod­ko koły­szą do snu tele­wi­zyj­ne rekla­my,
Miko­ła­je roz­da­ją grzecz­nym dzie­ciom
tele­fo­ny komór­ko­we,
a bia­łe niedź­wie­dzie piją coca-colę.

Ale ty mnie otwie­rasz,
sie­dzą­ce­go w fote­lu, uzbro­jo­ne­go tyl­ko w pilo­ta,
bez­bron­ne­go,
brzy­twą swo­je­go zim­ne­go skrzy­dła,
ostrym polar­nym szpo­nem,
dzio­bem mro­zu tłu­czesz w splot sło­necz­ny,
raczysz pomna­żać mój ból.

Ale ty nawie­dzasz i żądasz.
I zamiesz­ku­jesz na jed­no mgnie­nie chło­du
w cie­płym kłą­czu ner­wów,
w moim lamen­cie wydrą­żo­nym przez nie.