PRZEJŚCIE
Pierwszy
Ostatni
Poeta
Stary wazon
Prośba
Wyznanie
Kuchnia
Baśń o młynkach
Ulica
Wspomnienie z Lipska
Katalog
Opowieść orientalna
Piosenka wiosenna
W parku
Oceanarium
Psy i koty
Studium
Bird
Babcia
Helena
Antybożec
Baśń dla Irminy
Porównanie homeryckie
Zstąpujący robotnicy
Który idziesz
Rano
Pojmowanie
L.A.Woman
Poszukiwania
Chwile
Galeria
Grafiki Gielniaka
Dialog
Nazca
Vivian
Lois
Anons
Dziennik pokładowy
SMS
RPG
Cykl
Pejzaż
Raport
Jest
Ekonomia humanistyki
Tlen
Manuskrypt
Casus extremus
Przedmioty
Płaskoziemcy
Wykład
Ono
Nie ma
Psalm buntowniczy
List
Style odbioru
Wiedz
Nic więcej
Mów do nas
Przejęcie
NIE MA
Nie ma we mnie niczego
oprócz niezgody
na siebie i na ciebie,
na ten nijaki grudzień, na ten dogorywający
w naszych męczarniach, w naszych kłótniach rok,
na nasze szepty i krzyki,
na Bogu ducha winne śnieżynki,
na wszystko.
Chciałbym tylko
zapaść się w zaspę ciszy,
pustki, świętego spokoju.
Tak słodko kołyszą do snu telewizyjne reklamy,
Mikołaje rozdają grzecznym dzieciom
telefony komórkowe,
a białe niedźwiedzie piją coca-colę.
Ale ty mnie otwierasz,
siedzącego w fotelu, uzbrojonego tylko w pilota,
bezbronnego,
brzytwą swojego zimnego skrzydła,
ostrym polarnym szponem,
dziobem mrozu tłuczesz w splot słoneczny,
raczysz pomnażać mój ból.
Ale ty nawiedzasz i żądasz.
I zamieszkujesz na jedno mgnienie chłodu
w ciepłym kłączu nerwów,
w moim lamencie wydrążonym przez nie.