PRZEJŚCIE
Pierwszy
Ostatni
Poeta
Stary wazon
Prośba
Wyznanie
Kuchnia
Baśń o młynkach
Ulica
Wspomnienie z Lipska
Katalog
Opowieść orientalna
Piosenka wiosenna
W parku
Oceanarium
Psy i koty
Studium
Bird
Babcia
Helena
Antybożec
Baśń dla Irminy
Porównanie homeryckie
Zstąpujący robotnicy
Który idziesz
Rano
Pojmowanie
L.A.Woman
Poszukiwania
Chwile
Galeria
Grafiki Gielniaka
Dialog
Nazca
Vivian
Lois
Anons
Dziennik pokładowy
SMS
RPG
Cykl
Pejzaż
Raport
Jest
Ekonomia humanistyki
Tlen
Manuskrypt
Casus extremus
Przedmioty
Płaskoziemcy
Wykład
Ono
Nie ma
Psalm buntowniczy
List
Style odbioru
Wiedz
Nic więcej
Mów do nas
Przejęcie
ONO
W słusznie minionych czasach
próbowało z nami nieładnie pogrywać.
Naprawdę, traktowało nas
jak niedorozwinięte dzieci.
Kazało się tytułować Ra albo Inti.
Albo jeszcze bardziej idiotycznie.
Malowaliśmy i żłobiliśmy
wszystkie te niedorzeczne wizerunki,
kółka i kreski,
a ono najbezczelniej z nas kpiło,
kpiło w oślepione oczy,
oszukiwało, że musimy, uważajcie,
przywiązywać je do kamienia,
ściemniało, że ucieknie na zawsze
i zostawi nas sam na sam
z księżycem.
Szybko wybiliśmy te głupie żarty
z rozżarzonej głowy Utu, Heliosa,
Suryi, Sunnu, Amaterasu.
Sprowadziliśmy to przerośnięte
ego
do prozaicznej roli energii,
pokazaliśmy mu nasze komputery,
smartfony, samochody,
wyjaśniliśmy, gdzie jest miejsce
jego promieni i zapędziliśmy
do roboty.
Dziś to my dyktujemy warunki.
Mamy, zauważcie, tokamaki.
Przygotowujemy już butelki
i wkrótce ono
zostanie w nich uwięzione.
I będzie udomowionym dżinem,
gotowym do działania
na każde nasze skinienie.
Ono
jeszcze się odgraża, że wystarczy
jeden jego kaprys, jeden, jak powiada,
władczy wyrzut koronowy –
i będzie pozamiatane,
pozostaną po nas dymiące druty.
Ale niech ono, uważacie,
nie będzie takie cwane.
Przejrzeliśmy na oczy.
Drugi raz nas nie nabierze.