WYKŁAD

Ist­nie­ją impro­wi­za­cje na tyle mistrzow­skie,
że wykra­cza­ją nie­omal poza wła­sne ramy.
I nawet zasłu­gu­ją na uwa­gę.
W jakiejś mie­rze.

W hiper­dy­na­micz­nie zmie­nia­ją­cych się oko­licz­no­ściach,
nie­sta­bil­nych ukła­dach, warun­kach pły­wo­wych,
brze­go­wych, w prze­strze­niach per­ma­nent­nych fluk­tu­acji
nie­któ­rzy
zda­ją się doko­ny­wać
cudów impro­wi­za­cyj­nej kom­bi­na­to­ry­ki.

Ich ope­ra­cjo­na­li­za­cje, racjo­na­li­stycz­ne,
jak się zda­je, stra­te­gie
suge­ru­ją wręcz, że ktoś wresz­cie
prze­stał myśleć w try­bie ad hoc,
spe­ku­lo­wać w sty­lu in sta­tu nascen­di,
podej­mo­wać decy­zje sub­op­ty­mal­ne.

Bądź­my jed­nak poważ­ni.
I zaim­pro­wi­zuj­my to sobie wprost.

W pętach pre­sji, pętlach emo­cji,
pułap­kach
jakichś moral­no­ści, jakichś prawd, chwil,
nie­odwo­łal­nie przy­ku­ci do pro­wi­zo­rycz­nych galer,
nie­odmien­nie pły­nie­my
przez wzbu­rzo­ne sesje, poli­go­ny
po sub­op­ty­mal­nych kur­sach
w bli­żej nie­okre­ślo­ne pobli­ża.

I domnie­my­wać może­my jedy­nie,
kto jesz­cze
zaim­pro­wi­zo­wał, impro­wi­zu­je
i impro­wi­zo­wał będzie
wszyst­kie te nasze ułom­ne wypra­wy,
kto, dro­dzy pań­stwo, wcho­dzi z nami
w arcy­zło­żo­ne inte­rak­cje.

To wszyst­ko z mojej stro­ny,
nie chciał­bym prze­dłu­żać, oto moja
eli­tar­na nad­im­pro­wi­za­cja, meta­im­pro­wi­za­cja,
panim­pro­wi­za­cja,
stwo­rzo­na pod pre­sją kon­wen­cji,
na potrze­by publi­ka­cji,
na chwie­ją­cym się pokła­dzie
egzy­sten­cji i skład­ni.

Jakieś pyta­nia?
Pro­szę improwizować.