PRZEJŚCIE
Pierwszy
Ostatni
Poeta
Stary wazon
Prośba
Wyznanie
Kuchnia
Baśń o młynkach
Ulica
Wspomnienie z Lipska
Katalog
Opowieść orientalna
Piosenka wiosenna
W parku
Oceanarium
Psy i koty
Studium
Bird
Babcia
Helena
Antybożec
Baśń dla Irminy
Porównanie homeryckie
Zstąpujący robotnicy
Który idziesz
Rano
Pojmowanie
L.A.Woman
Poszukiwania
Chwile
Galeria
Grafiki Gielniaka
Dialog
Nazca
Vivian
Lois
Anons
Dziennik pokładowy
SMS
RPG
Cykl
Pejzaż
Raport
Jest
Ekonomia humanistyki
Tlen
Manuskrypt
Casus extremus
Przedmioty
Płaskoziemcy
Wykład
Ono
Nie ma
Psalm buntowniczy
List
Style odbioru
Wiedz
Nic więcej
Mów do nas
Przejęcie
MANUSKRYPT
I.
Autystyczne nimfy lewitują
nad zachwaszczonym polem.
Są to nimfy zapłodnione
przez średniowiecznego skrybę,
brzemienne w niewiadome,
śpiewające o czymś w nieziemskim języku
(lingwistyczna entropia drugiego rzędu).
Pole zaś obfituje w niepojęte iluminacje.
I jest jałowym polem do popisu
dla habilitowanych mądrali
i domorosłych, patentowanych teoretyków.
Mamy tu do czynienia
z niebywałym hermeneutycznym skandalem.
To jasne.
I jasne jest tylko to.
Bo wszystko inne wygląda
na tour de force niedorozwiniętego Klimta,
ułomnego Chagalla.
I brzmi jak mediumiczne mamrotanie
terminalnie chorego antykwariusza.
II.
W żeliwnych kadziach bulgocze
wrzący inkaust, w labiryntach pustych rur
błądzą po omacku botaniczne echa
kosmicznego odkrycia.
Enigmatyczne rośliny tańczą,
latające panny bujają
w papirusowych obłokach.
Zodiakalne stworzenia przyglądają się temu
światu na opak
w onirycznej zadumie.
Kryptologiczny dance macabre trwa w najlepsze.
Banderole kpią, straszą lub objaśniają
(kto je tam wie)
w semantycznej pustce.
III.
Ale może to wszystko
jest mniej skomplikowane, niż się wydaje.
Może ten manuskrypt po prostu
oznajmia,
co następuje.
Będziecie szukać na ziemi i w niebie,
przeorzecie glebę,
przestudiujecie wyrastającą z niej florę,
zanurkujecie w odmęty komórek,
przeczeszecie chmury,
zapuścicie się między gwiazdy,
poczniecie i porodzicie myślące maszyny
i zaprzęgniecie je do waszych poszukiwań –
gorączkowych i rozpaczliwych.
Lecz niczego nie znajdziecie.
A choćbyście i znaleźli,
na pewno nie zrozumiecie.
IV.
To, rzecz jasna, tylko śmiechu warta,
żenująco chwiejna hipoteza,
zwykła ściema, poetycka amatorszczyzna.
Rozum ludzki jest piękny.
I potężny.
A ten, który nadchodzi,
pobłyskując już z daleka syntetycznymi neuronami,
będzie jeszcze piękniejszy.
Jeszcze potężniejszy.
Będzie, zaiste,
nie – zwy – cię – żo – ny.
W końcu rozhermetyzujemy Wojnicza
(prawda, jak zwykle, okaże się banalna).
A potem zdekodujemy wszechświat.