MANUSKRYPT

I.

Auty­stycz­ne nim­fy lewi­tu­ją
nad zachwasz­czo­nym polem.

Są to nim­fy zapłod­nio­ne
przez śre­dnio­wiecz­ne­go skry­bę,
brze­mien­ne w nie­wia­do­me,
śpie­wa­ją­ce o czymś w nie­ziem­skim języ­ku
(lin­gwi­stycz­na entro­pia dru­gie­go rzę­du).

Pole zaś obfi­tu­je w nie­po­ję­te ilu­mi­na­cje.
I jest jało­wym polem do popi­su
dla habi­li­to­wa­nych mądra­li
i domo­ro­słych, paten­to­wa­nych teo­re­ty­ków.

Mamy tu do czy­nie­nia
z nie­by­wa­łym her­me­neu­tycz­nym skan­da­lem.
To jasne.
I jasne jest tyl­ko to.

Bo wszyst­ko inne wyglą­da
na tour de for­ce nie­do­ro­zwi­nię­te­go Klim­ta,
ułom­ne­go Cha­gal­la.
I brzmi jak mediu­micz­ne mam­ro­ta­nie
ter­mi­nal­nie cho­re­go anty­kwa­riu­sza.

II.

W żeliw­nych kadziach bul­go­cze
wrzą­cy inkaust, w labi­ryn­tach pustych rur
błą­dzą po omac­ku bota­nicz­ne echa
kosmicz­ne­go odkry­cia.

Enig­ma­tycz­ne rośli­ny tań­czą,
lata­ją­ce pan­ny buja­ją
w papi­ru­so­wych obło­kach.
Zodia­kal­ne stwo­rze­nia przy­glą­da­ją się temu
świa­tu na opak
w oni­rycz­nej zadu­mie.

Kryp­to­lo­gicz­ny dan­ce maca­bre trwa w naj­lep­sze.
Ban­de­ro­le kpią, stra­szą lub obja­śnia­ją
(kto je tam wie)
w seman­tycz­nej pust­ce.

III.

Ale może to wszyst­ko
jest mniej skom­pli­ko­wa­ne, niż się wyda­je.

Może ten manu­skrypt po pro­stu
oznaj­mia,
co nastę­pu­je.

Będzie­cie szu­kać na zie­mi i w nie­bie,
prze­orze­cie gle­bę,
prze­stu­diu­je­cie wyra­sta­ją­cą z niej flo­rę,
zanur­ku­je­cie w odmę­ty komó­rek,
prze­cze­sze­cie chmu­ry,
zapu­ści­cie się mię­dzy gwiaz­dy,
pocznie­cie i poro­dzi­cie myślą­ce maszy­ny
i zaprzę­gnie­cie je do waszych poszu­ki­wań –
gorącz­ko­wych i roz­pacz­li­wych.

Lecz nicze­go nie znaj­dzie­cie.

A choć­by­ście i zna­leź­li,
na pew­no nie zrozumiecie.

IV.

To, rzecz jasna, tyl­ko śmie­chu war­ta,
żenu­ją­co chwiej­na hipo­te­za,
zwy­kła ście­ma, poetyc­ka ama­torsz­czy­zna.

Rozum ludz­ki jest pięk­ny.
I potęż­ny.

A ten, któ­ry nad­cho­dzi,
pobły­sku­jąc już z dale­ka syn­te­tycz­ny­mi neu­ro­na­mi,
będzie jesz­cze pięk­niej­szy.
Jesz­cze potęż­niej­szy.

Będzie, zaiste,
nie – zwy – cię – żo – ny.

W koń­cu roz­her­me­ty­zu­je­my Woj­ni­cza
(praw­da, jak zwy­kle, oka­że się banal­na).

A potem zde­ko­du­je­my wszechświat.