PRZEJŚCIE
Pierwszy
Ostatni
Poeta
Stary wazon
Prośba
Wyznanie
Kuchnia
Baśń o młynkach
Ulica
Wspomnienie z Lipska
Katalog
Opowieść orientalna
Piosenka wiosenna
W parku
Oceanarium
Psy i koty
Studium
Bird
Babcia
Helena
Antybożec
Baśń dla Irminy
Porównanie homeryckie
Zstąpujący robotnicy
Który idziesz
Rano
Pojmowanie
L.A.Woman
Poszukiwania
Chwile
Galeria
Grafiki Gielniaka
Dialog
Nazca
Vivian
Lois
Anons
Dziennik pokładowy
SMS
RPG
Cykl
Pejzaż
Raport
Jest
Ekonomia humanistyki
Tlen
Manuskrypt
Casus extremus
Przedmioty
Płaskoziemcy
Wykład
Ono
Nie ma
Psalm buntowniczy
List
Style odbioru
Wiedz
Nic więcej
Mów do nas
Przejęcie
PEJZAŻ
I ujrzałem.
Upiorne drony, nieomal bezkształtne, krążące nad pomrukującą ziemią,
szorstką fakturą akustycznego zmierzchu, senne modulacje,
bagna udręczonych mgieł,
echa zagnieżdżone w granitowych muszlach, w zakamarkach
fonicznych lasów,
drżące membrany porośnięte szumem liści, traw,
bełkot próżni, błyszczące klingi sampli,
przestrzenie rozwarstwione, poćwiartowane
przy użyciu terenowych próbek, eksplodujących kropli, ostrych świstów,
roziskrzonych głosów dzieci, starczego kaszlu, koszmarnie piękne loopy,
cudowne dezintegracje, skradające się cząsteczki, warczące plamy,
pętle horyzontów zanurzone w oceanicznych głębinach,
w rozmigotanych harmoniach, w fabrycznych pogłosach,
chwiejących się skalach, trybach, tonacjach.
Nomadycznego Zeppelina czasu, dryfującego olśniewająco i nigdzie,
cyberpunkowy statek powietrzny,
holujący donikąd i po nic
zanieczyszczoną atmosferę.
Ujrzałem, a raczej
dane mi było ujrzeć.
Tak, powinienem raczej powiedzieć, że
dostąpiłem
zaszczytu ujrzenia.
Pozwolono mi nad tym skomponowanym,
epifanicznym pejzażem
udźwiękowioną chwilę pomedytować.
A potem, choć trudno w to uwierzyć,
choć trudno w ogóle to sobie wyobrazić –
potem –
nadeszła ogłuszająca ciemność i
zapadła postapokaliptyczna cisza.