CHWILE

W ostat­niej sce­nie kapłan,
któ­ry stra­cił wia­rę, zaczy­na odpra­wiać
nabo­żeń­stwo w pustym koście­le.
Gościem Wie­cze­rzy Pań­skiej będzie jedy­nie
Mär­ta Lund­berg,
wiej­ska nauczy­ciel­ka, ateistka.

Świę­ty, świę­ty, świę­ty jest Bóg zastę­pów,
peł­na jest zie­mia chwa­ły Jego. 

Po pro­jek­cji przez chwi­lę wie­rzę
w sens ist­nie­nia siat­ków­ki.
W to,
że kome­ta wzro­ku nie prze­mie­rza prze­strze­ni
bez celu.

Pozo­sta­ły nam chwi­le, jedy­nie chwi­le.

Któ­rych nie potra­fią nam ofia­ro­wać
nad­po­bu­dli­we zner­wi­co­wa­ne kame­ry,
zako­cha­ne we wła­snych obiek­ty­wach,
zafa­scy­no­wa­ne grą w optycz­ne moż­li­wo­ści,
bez­rad­ne i śmiesz­ne jak dzie­ci,
pró­bu­ją­ce objąć nie­cier­pli­wym wzro­kiem
otchłań świa­tła.