PRZEJŚCIE
Pierwszy
Ostatni
Poeta
Stary wazon
Prośba
Wyznanie
Kuchnia
Baśń o młynkach
Ulica
Wspomnienie z Lipska
Katalog
Opowieść orientalna
Piosenka wiosenna
W parku
Oceanarium
Psy i koty
Studium
Bird
Babcia
Helena
Antybożec
Baśń dla Irminy
Porównanie homeryckie
Zstąpujący robotnicy
Który idziesz
Rano
Pojmowanie
L.A.Woman
Poszukiwania
Chwile
Galeria
Grafiki Gielniaka
Dialog
Nazca
Vivian
Lois
Anons
Dziennik pokładowy
SMS
RPG
Cykl
Pejzaż
Raport
Jest
Ekonomia humanistyki
Tlen
Manuskrypt
Casus extremus
Przedmioty
Płaskoziemcy
Wykład
Ono
Nie ma
Psalm buntowniczy
List
Style odbioru
Wiedz
Nic więcej
Mów do nas
Przejęcie
POSZUKIWANIA
I.
Chcemy go wreszcie odnaleźć,
odczytać mu wszystkie zarzuty.
Damy mu Norymbergę,
prawa godne Eichmanna,
jest w końcu mistrzem nad mistrze.
Świadomi przestróg Pierrepointa,
potraktujemy go wręcz miłosiernie.
II.
Światłowodowe aleje, pasaże
wiodą do centrów handlowych, bibliotek
i Bóg jeden wie, gdzie jeszcze.
Kapilarne ścieżki, uliczki pełzną
ku skłotom, melinom, gdzie mistrz,
tak, on właśnie, mówi banalne
„dobranoc”.
Wybieramy trasę klasyczną i pewną,
rozwiązanie, ufamy, finalne,
katabaza
daje nadzieję na szybkie spotkanie.
III.
Idziemy śladem modnego kilera,
przyciąga, prowadzi nas
woń dealu, medycznego rozkładu,
odrywamy plastry, wdychamy opary,
testujemy igły,
łykamy gorzkie pigułki.
Namierzamy stosownego pacjenta.
Rozszarpany, jak zwierzę padłe
w dziczy, spożywany przez jadowite insekty,
półprzytomny, gnijący, jakby czeka
pod trupią ścianą na zabieg.
Fachowa inspekcja ludzkiej padliny,
wiwisekcja ledwie już tlących się tkanek,
wnikamy, oświetlamy, penetrujemy
zgliszcza
po analgetycznym nalocie.
IV.
W najciemniejszym fentanylowym
zaułku, u samych korzeni
pierwotnego gniewu,
w spadłym gnieździe, uwitym
z udręczonych zwojów, wyklute
z ekskrementów i bólu, drżą
dwa miraże.
Nie oskarżają, nie przeklinają, nie szydzą
w wielu językach.
Szepczą.
my i ty
ciebie tylko ciebie my w ciebie
rozumiesz
najbardziej i tak będzie zawsze
niczym się nie martw wszystko
wszystko będzie dobrze
jesteś
nareszcie
jesteśmy blisko
uwierz
tak
blisko
V.
Wydaje się, że obraliśmy zły
kierunek, poszliśmy złą
drogą, w złą
stronę, wytypowaliśmy złego
pacjenta.
Cóż, znów ujrzeliśmy nie to,
co chcieliśmy, któryś już raz
chybiliśmy.
Nie poddamy się, wkrótce
celniej złożymy się do strzału.
I uda się, musi się udać.
Dla świętego spokoju
trzeba go przecież w końcu
obarczyć,
odseparować,
odegnać,
precz wygnać.
Na zawsze, na pustynię,
vade retro, recede, apage.
Tego przeklętnika, wrogiego nam
kozła, mitycznego czy nie,
a jakie to ma
znaczenie.