PRZEJŚCIE
Pierwszy
Ostatni
Poeta
Stary wazon
Prośba
Wyznanie
Kuchnia
Baśń o młynkach
Ulica
Wspomnienie z Lipska
Katalog
Opowieść orientalna
Piosenka wiosenna
W parku
Oceanarium
Psy i koty
Studium
Bird
Babcia
Helena
Antybożec
Baśń dla Irminy
Porównanie homeryckie
Zstąpujący robotnicy
Który idziesz
Rano
Pojmowanie
L.A.Woman
Poszukiwania
Chwile
Galeria
Grafiki Gielniaka
Dialog
Nazca
Vivian
Lois
Anons
Dziennik pokładowy
SMS
RPG
Cykl
Pejzaż
Raport
Jest
Ekonomia humanistyki
Tlen
Manuskrypt
Casus extremus
Przedmioty
Płaskoziemcy
Wykład
Ono
Nie ma
Psalm buntowniczy
List
Style odbioru
Wiedz
Nic więcej
Mów do nas
Przejęcie
L.A. WOMAN
I.
Dostrzegamy ją w pełnym kalifornijskim świetle,
w otwartym oknie przeglądarki,
przez uchylone drzwi webowej percepcji.
Kolory wirują, mętne powietrze wyrzyguje
zwyrodniałe kształty,
kształty metamorfują w obezwładniające zapachy,
obraz jest tak wyrazisty, że aż dźwięczą piksele
na wszystkich piętrach naszych freudowskich konstrukcji.
Archaiczne wehikuły jaźni
nie zafundowałyby nam lepszej wycieczki.
II.
Ona nurkuje w wielkim kuble na śmieci, ona siedzi
bez butów pod dziurawym płotem, je kanapki znalezione na ulicy,
ona tropi niedopałki, puste puszki, zgubione monety,
pije najtańszą wódę wprost z butelki, widać, że ona
straciła dwie górne jedynki,
ring finger jej lewej dłoni sterczy pod dziwnym kątem,
uwaga, chyba coś mówi, nie, tylko bełkocze.
Jest księżniczką,
królową autostrady,
szamanką odmiennych Stanów.
Boginią zindustrializowanej prerii.
Nosi poplamiony t‑shirt, brudne spodnie,
za dużą bejsbolówkę, obwiesiła się
tandetnymi koralikami, skorodowanymi bransoletkami.
Patroluje bezsłoneczne dni,
bezksiężycowe noce.
Pcha w stronę granicznej krawędzi
wielogarbny sklepowy wózek.
Zasypiając na stygnącym asfalcie,
jednoczy się z martwym krajobrazem,
staje się zaledwie strzępem złego snu
tłustych celebrytów.
Pan Mojo zwęszył ofiarę.
Nigdy nie widział kobiety tak samotnej.
Wznosi się, wznosi się, wznosi się.
Coraz wyżej i wyżej.
Dziki i żądny, ślini się, dyszy.
III.
Wizja jest niezła, odjechana.
I jazda ta może trwać nawet
kilka dobrym minut.
Rzecz jasna, nic z tego tripu nie wynika.
Bo w końcu co ma wynikać?
Dlatego już ją zostawiamy.
W pełni władz umysłowych, absolutnie trzeźwi,
porzucamy ją na rogu
którejśtam i którejśtam alei,
na skraju namiotowego raju dla cuchnących archaniołów,
kończymy na tej fotografii, finiszujemy na tym filmiku,
lądujemy, starczy tego haju.
Przez chwilę dotrzymaliśmy L.A. Woman kroku,
oblukaliśmy ją od góry do dołu.
Ale czas się rozstać, bye, bye, baby, bye,
Miss American Pie,
bezdomny pies cię trącał.
Na pożegnanie możemy ci życzyć
udanego kolejnego nurkowania
w kuble na śmieci.
Tyle w tym temacie.
Pan Mojo, nasycony, trzęsie się z uciechy.
To był dobry, konkretny trip.
Opuszczamy tę stronę.