RANO

Co rano prze­cho­dzisz na dru­gą stro­nę lustra,
prze­ni­kasz przez opra­wio­ne w mosiądz
męt­ne szkło świ­tu.

Roz­po­star­te skrzy­dła sen­nych kosz­ma­rów
szu­mią ci jesz­cze nad gło­wą,
blusz­cze dusz­nych snów nadal
pęta­ją two­je nogi,
kie­dy prze­pra­wiasz się na dru­gą stro­nę
uży­wa­jąc kre­mu,
dwóch cien­kich pędzel­ków, tuszu do rzęs,
pudru, szczot­ki do wło­sów.

Błysz­czy zie­lo­na tęczów­ka w aure­oli z tuszu.
To zna­czy, że wró­ci­łaś.

Raz jesz­cze
uda­ło ci się przejść przez por­tal świ­tu
na dru­gą stro­nę mosięż­ne­go lustra.

Wró­ci­łaś.
Dobiegł koń­ca kosme­tycz­ny rytu­ał.

I pomo­głaś mi wrócić.