PIOSENKA WIOSENNA

Alu­mi­nio­we ryn­ny lśnią,
imi­tu­ją srebr­ne wodo­spa­dy,
zakwi­ta­ją ante­ny
i ramio­na pięk­nych dziew­czyn.

Słoń­ce reani­mu­je tok­sycz­ne tra­wy.

Pasa­żer­skie samo­lo­ty
– atmos­fe­rycz­ne anio­ły –
zakre­śla­ją gra­ni­ce prze­strze­ni.

Wskrze­sza wydrą­żo­ne drze­wa.

Zachły­stu­ją się cie­płym powie­trzem
samo­cho­dy i wie­żow­ce.

Przy­wo­łu­je z wiel­kiej odda­li
czar­ne, artre­tycz­ne krze­wy.

Lek­ko gorącz­ku­ją chod­ni­ki,
auto­bu­sy i ścia­ny kamie­nic.
Asfalt znów jest hodu­ją­cym zebry
Murzy­nem.

Słoń­ce reani­mu­je tok­sycz­ne tra­wy,
wskrze­sza wydrą­żo­ne drze­wa,
przy­wo­łu­je z wiel­kiej odda­li
czar­ne, artre­tycz­ne krze­wy.

Pal­ce nagle prze­bu­dzo­nych poetów
sta­ją się grzbie­ta­mi leni­wych kotów.
Zie­wa­ją­cych,
wygłod­nia­łych i dra­pież­nych.

I goto­wych na wszyst­ko.
Napraw­dę na wszyst­ko.
Na każ­de kłamstwo.