PRZEJŚCIE
Pierwszy
Ostatni
Poeta
Stary wazon
Prośba
Wyznanie
Kuchnia
Baśń o młynkach
Ulica
Wspomnienie z Lipska
Katalog
Opowieść orientalna
Piosenka wiosenna
W parku
Oceanarium
Psy i koty
Studium
Bird
Babcia
Helena
Antybożec
Baśń dla Irminy
Porównanie homeryckie
Zstąpujący robotnicy
Który idziesz
Rano
Pojmowanie
L.A.Woman
Poszukiwania
Chwile
Galeria
Grafiki Gielniaka
Dialog
Nazca
Vivian
Lois
Anons
Dziennik pokładowy
SMS
RPG
Cykl
Pejzaż
Raport
Jest
Ekonomia humanistyki
Tlen
Manuskrypt
Casus extremus
Przedmioty
Płaskoziemcy
Wykład
Ono
Nie ma
Psalm buntowniczy
List
Style odbioru
Wiedz
Nic więcej
Mów do nas
Przejęcie
KATALOG
Mów do nas, mów do nas, mów, mów,
mówią,
i – uwierzcie mi – dopóki czegoś nie powiem,
nie obudzą się, ani
nie zasną.
Chodźcie, spójrzcie na nie, tu rosną,
zobaczcie.
Są jak nowonarodzone dzieci,
nie wiedzą, co mówię, ale
nie to, co mówię, jest dla nich ważne.
Takie właśnie są i
takie już pozostaną
na zawsze.
Użyźniane głoskami,
żyją w moim leśnym ogrodzie.
Rodzą się i umierają w niewidzialnych
promieniach mowy.
Nawadniane śliną,
zasilane każdym oddechem, zawartym
w każdym odżywczym szepcie.
Miłorząb, magnolia, krwiściąg, fotergilla, tawuła…
To nie jest najpiękniejsza poezja.
To nie jest wielka poezja.
Daleko jej do botanicznych salt Mickiewicza.
To prawie nie jest poezja.
Jeśli w ogóle jest to poezja, to
jest to poezja małej, najmniejszej,
najbardziej – nomen omen – przyziemnej
skali,
poezja, można by rzec, nazewnicza, czysto użytkowa.
Której bliżej do grabi albo łopaty
niż do sztuki.
Ale innej poezji im nie potrzeba.
Im wystarczą – uwierzcie mi – ich własne,
wymyślone przez nas,
imiona.
Kalina koralowa, czarny bez, rojnik, metasekwoja, wietlica…
Katalog jest długi jak pęd lśniącego w słońcu bluszczu,
jak wygięta gałąź klonu,
który włada drżącym nad głową
powietrzem.
To jeszcze nie koniec,
zbiór jest obszerny,
lecz tymczasem – spójrzcie – noc nadeszła,
surowa strażniczka milczenia,
śpią już wszystkie moje ogrodowe elfy,
śpią grzecznie.
I ja prawie już śpię,
bardzo, bardzo już cicho
szepczę…