PRZEJŚCIE
Pierwszy
Ostatni
Poeta
Stary wazon
Prośba
Wyznanie
Kuchnia
Baśń o młynkach
Ulica
Wspomnienie z Lipska
Katalog
Opowieść orientalna
Piosenka wiosenna
W parku
Oceanarium
Psy i koty
Studium
Bird
Babcia
Helena
Antybożec
Baśń dla Irminy
Porównanie homeryckie
Zstąpujący robotnicy
Który idziesz
Rano
Pojmowanie
L.A.Woman
Poszukiwania
Chwile
Galeria
Grafiki Gielniaka
Dialog
Nazca
Vivian
Lois
Anons
Dziennik pokładowy
SMS
RPG
Cykl
Pejzaż
Raport
Jest
Ekonomia humanistyki
Tlen
Manuskrypt
Casus extremus
Przedmioty
Płaskoziemcy
Wykład
Ono
Nie ma
Psalm buntowniczy
List
Style odbioru
Wiedz
Nic więcej
Mów do nas
Przejęcie
ULICA
Peerelowska Dulcyneo, niespodziewanie i nieustannie
nawiedzająca świadomość.
Krótki odcinku ciemnej drogi,
który nie przestajesz
– z przepastnych głębin pamięci –
kokietować mojego zmęczonego wędrówką umysłu.
Ulico dzieciństwa, zakwitająca w wyobraźni
niezliczonymi odcieniami biedy,
konstruktywistyczno-kubistycznej szarości.
Dulcyneo.
Utracona bezpowrotnie, utracona na zawsze.
Utracona.
Ulico, zbudowana z żelaznych płotów, których już nie ma,
zbudowana z szorstkich ścian, które stały się niewidzialne.
To jest apostrofa tęsknoty.
To jest znak bezbrzeżnego żalu.
To jest tren polskiego Don Kichota,
który już nie odnajduje cię tam,
gdzie niegdyś pyszniłaś się swoją nędzą.
Utonęłaś w rzece czasu,
zniknęłaś pod powierzchnią eklektycznych fasad.
Nowe budynki wyrosły jak olbrzymy
w miejscu naszych dawnych spotkań.