BAŚŃ O MŁYNKACH

Przed wie­lo­ma era­mi,
przed milio­na­mi lat
żyły drew­nia­ne młyn­ki do kawy.
Z korb­ka­mi, z mały­mi szu­flad­ka­mi,
ze skrzy­pią­cy­mi try­ba­mi.

Miaż­dży­ły czar­ne ziar­na,
dymił z nich zapach,
obło­ki Ame­ry­ki i Afry­ki
napeł­nia­ły czyn­szo­we miesz­ka­nia.

Z cza­sem ska­mie­nia­ły,
zdra­dzo­ne przez spoj­rze­nia, dotyk,
porzu­co­ne nawet przez dusz­ną woń Ara­bi­ki.

W wil­got­nych piw­ni­cach
grzy­by kon­tem­plu­ją ska­mie­nia­łe sze­ścia­ny.

Pro­du­ku­ją­ce niko­mu nie­po­trzeb­ną ciszę
mezo­zo­icz­ne opusz­czo­ne fabryki.