PROŚBA

I.

Zadusz­ko­we kwia­ty, zni­cze,
hiber­nu­ją­ce kru­cy­fik­sy, sku­te lodem cier­nie,
przy­mar­z­nię­te do nagrob­ków,
do skrzy­pią­cych pokła­dów pogrze­bo­wych łodzi,
prze­pły­wa­ją przez bia­łe jezio­ro śnie­gu –

na dru­gi brzeg ludz­kiej pamię­ci.

II.

Zimo­wi umar­li, pod­bie­gu­no­we mumie,
zja­da­cze wspo­mnień i szro­nu,
sio­stry i bra­cia Chło­du,
nie­ru­cho­mi prze­woź­ni­cy przed­mio­tów
pozba­wio­nych histo­rii i waż­ko­ści,

poli­glo­ci nie­by­tu, sztyw­ni gryp­se­rzy,
cmen­tar­ni szy­fran­ci,
przy­bra­ne dzie­ci Cha­ro­na i tru­piej Enig­my,

któ­rzy na drą­że­niu onie­mia­łej gle­by
zje­dli­ście wła­sne i cudze zęby,

czer­wie naszych sty­gną­cych,
wie­lo­mów­nych trze­wi,
naszych wszyst­kich,
naj­zim­niej­szych wąt­pli­wo­ści,

bie­gle wła­da­ją­cy
skost­nia­ły­mi dia­lek­ta­mi noc­nej misty­ki,
narze­cza­mi meta­fi­zycz­nej pust­ki,
wszyst­ki­mi języ­ka­mi lin­gwi­stycz­nej nico­ści.

III.

Bądź­cie dobrzy, czar­no­ziem­ni anio­ło­wie,
bla­dzi gra­ba­rze uśmie­chu i cie­pła,
bądź­cie pra­wi, żwi­ro­wi posłań­cy,
nie­omal żywi
i wiel­ce łaska­wi,

niech mnie z mil­cze­nia leczą
pod­nie­bie­nia wasze pod­ziem­ne,
wasze kre­cie war­gi,

niech roz­brzmie­wa­ją we mnie,
we wnę­trzu pustej ark­tycz­nej kate­dry,
wasze pul­su­ją­ce lodow­ce,

niech roz­brzmie­wa­ją we mnie upar­cie
wasze mroź­ne, ostre jak sople
gło­sy.