STARY WAZON

Mistrz meta­mor­foz.
Mógł być, czym tyl­ko chciał:
pustą cera­micz­ną bazy­li­ką, domi­nium pają­ków,
cyster­ną kurzu, lune­tą,
nekro­po­lią much,
sadzaw­ką, nad któ­rą fer­men­tu­je tęcza,
chwie­ją­cą się na arte­zyj­skiej łody­dze różą.
I był tym wszyst­kim. Był tym wszyst­kim.

W śmiesz­nej pilot­ce z folii,
w goglach z gaze­ty
odla­tu­je w nie­byt dwu­pła­tow­cem sza­fy.
Sędzi­wy mag ule­pio­ny z innej gli­ny niż my,
zwy­kli śmier­tel­ni­cy.
Arty­sta. Arty­sta przez duże A.

Takich Arty­stów już nie ma.