APELACJA

To nasza ostat­nia ape­la­cja.
Meta­opo­wieść o pra­cach.

Naszą wolą jest, by
pod­szyć się pod Micha­ela Gor­do­na
Peter­so­na.

Mamy pra­gnie­nie, by
na zakoń­cze­nie mówić gło­sem więź­nia.
O rysun­kach.

To nie są ilu­stra­cje moich prze­żyć,
lecz doku­men­ty opo­ru, komu­ni­ka­ty,
któ­re w reżi­mo­wym języ­ku
wypo­wia­da­ją posłu­szeń­stwo reżi­mo­wi,
akty nie­po­kor­nej mowy, kody
błę­dów sys­te­mu.

Uży­wam tuszu, zwy­kłych dłu­go­pi­sów,
paru kre­dek, pasty do zębów, cza­sem
śli­ny, krwi, arku­szy
o wymia­rach urzę­do­wych dru­ków.

Czerń i sza­rość repre­zen­tu­ją nie­wi­dzial­ne
instan­cje,
czer­wień – gniew, żółć i zie­leń – obłęd.

W nie­skoń­czo­ność powie­lam
kra­ty, śru­by, kame­ry, zatrza­śnię­te drzwi,
moje gro­te­sko­we per­so­ny, wyli­czam,
wyli­czam,
doku­men­tu­ję.

Obra­zy opa­tru­ję notat­ka­mi.
Life in a box.
No justi­ce.
Art is my fre­edom.
Insa­ni­ty.

Wyglą­da to tak, jak­bym
znę­cał się nad widzem.
I sobą. Wiem.

Jak­bym testo­wał wytrzy­ma­łość.
Ludz­ką zdol­ność do absorb­cji wciąż tych
samych, powszech­nie zna­nych, suchych fak­tów,
utrwa­lo­nych pry­mi­tyw­nie, skraj­nie
ubo­gi­mi środ­ka­mi.

Myślę, że two­rzę
gryp­sy.

Obra­zo­we szy­fry, skie­ro­wa­ne
do nie­ist­nie­ją­cych try­bu­na­łów,
pla­stycz­ne świa­dec­twa, któ­re
dema­sku­ją panop­tycz­ną machi­nę.

Ujaw­nia­ją prze­pły­wy, zary­so­wu­ją
struk­tu­rę nie­ro­ze­rwal­nie połą­czo­nych
naczyń peni­ten­cjar­nych, zasa­dę wiecz­nej,
sza­leń­czej cyr­ku­la­cji.

Kto mnie ska­zał na was?
Kto skuł nas razem?
Kto osa­dził nas w świe­cie?
Kto świat uwię­ził w nas?

Dla­cze­go nie ma nicze­go poza
patrze­niem?

Uży­wam wszyst­kie­go,
byle cze­go, robię z tego
pro­wi­zo­rycz­ne ostrze
i zwra­cam je.

W kie­run­ku tych, do któ­rych
ape­lu­ję.