ANNALES

W dziw­nych, zaiste, cza­sach
żyli­śmy.

Dostoj­ny Panie,
znam spo­so­by pale­nia mostów prze­ciw­ni­ka,
nisz­cze­nia zam­ków, for­tec, któ­rych
posa­dy są kamien­ne.

Żyli­śmy w nie­spo­koj­nych
cza­sach, w któ­rych
każ­dy zachod­ni xią­żę
chciał mieć takie­go
Leonar­da.

I jeden zachod­ni Xią­żę
go miał.

A raczej mieć pró­bo­wał,
albo­wiem ten Leonar­do
ubo­gi nie był.
Prze­to nie­łac­no go było
użyć.

Wnijść potra­fił do Pała­cu,
prze­klęt­nik,
jak do sie­bie, swa­rzyć się w niem,
a sro­żyć wiel­ce, i wynijść nagle,
drzwia­mi zło­te­mi jeb­nąw­szy
zdro­wo.

Takoż gro­zić Łaska­we­mu Panu
się ważył.
Odej­ściem swo­jem.

Kło­po­tał, a gryzł się
Xią­żę.
Sro­mał, krzy­kał, klął szpet­nie.
Sła­bo­wać począł.

Wiesz-li,
I L E 
Wiel­moż­ne­go Mnie kosz­tu­je
T O
wszyst­ko,
człe­ku mało­do­bry?
Tego i one­go zapy­ty­wał Xsią­żę.

A żaden nie wie­dział
człek.
Ani ile, ani co mia­no­wi­cie.

Kro­mie jed­nej dobrej Xięż­nej,
mał­żon­ki Xię­cia,
mat­ki Syna Xią­żę­ce­go,
Bar­ro­na.

Won­czas to taż Nie­wia­sta pra­wa
wysłać raczy­ła List
do tyra­na Wscho­du.
Z proś­bą, by kres poło­żył.
Tym wszyst­kim głu­pim
woj­nom, jak pono wyra­zi­ła
się.

Ato­li mil­czał
despo­ta.
Odpi­sać Xięż­nie nie
raczył.

Nie chciał, widać,
kre­su poło­żyć.

Głu­chy na Jej Miło­ści
supli­kę
pozo­stał
był.

Takie to były drze­wiej
dzie­je one, oso­bli­wie
cie­ka­we.

Lecz, prze­bóg!

Wie­cze­rzać woła­ją,
a mnie mus jesz­cze
potrze­bę odbyć.

Czas
bie­ży.

Zaiste, mój Xiążę.