MONOLOG

To ja byłam rybą Jona­sza.

Opo­wie­dzia­łam mu całe moje
wnę­trze, mówi­łam, nie jestem
bez­wol­ną górą mię­sa, mam
wła­sny los, wła­sne pla­ny,
prze­ży­wam wła­sne dra­ma­ty,
jestem dum­nym mor­skim
suwe­re­nem.

Czy myślisz, pyta­łam, że nicze­go
nie poj­mu­ję, wiem, kim jesteś,
wiem, że połknę­łam meta­fo­rę.

I że to ja, ja wła­śnie stra­wię
cię i wypo­wiem.

Mówi­łam, ale on mil­czał tyl­ko,
znie­ru­cho­mia­ły, zim­ny.

Myślał pew­nie, że zna­lazł się
we wnę­trzu wła­sne­go umy­słu,
że błą­dzi w labi­ryn­cie halu­cy­na­cji,
w czar­nej dziu­rze pro­roc­kiej
jaź­ni.

Tak dłu­go był ze mną,
lecz nie zbli­żył się do mnie
ani o krok, nic dla nie­go
nie zna­czy­ła nasza bli­skość.

Nie pojął nicze­go.

Gdy nad­szedł czas,
wypo­wie­dzia­łam go.

Wyplu­łam to twar­de cia­ło, to obce,
nie­straw­ne
sło­wo.