جبل مرة

Wśród ludów zamiesz­ku­ją­cych
góry w zachod­nim Suda­nie,
zwłasz­cza ple­mion Furów, Zagha­wów i Masa­li­tów,
prze­trwa­ły do dziś frag­men­ty pra­daw­nych mitów,
któ­rych źró­dła giną w przed­pi­śmien­nych
wie­kach.

Jed­ną z naj­bar­dziej oso­bli­wych tra­dy­cji oral­nych
sta­no­wi opo­wieść o isto­tach zwa­nych
Awlād al-Shams, czy­li Dzieć­mi Słoń­ca.

Z prze­ka­zów wyni­ka, że mia­ły
wyjąt­ko­wo gład­ką, poły­skli­wą skó­rę
w kolo­rze bursz­ty­nu lub wypo­le­ro­wa­ne­go brą­zu,
chłod­ną w doty­ku jak poran­na ska­ła
w cie­niu wąwo­zu.
Nie wydzie­la­ły żad­ne­go zapa­chu.
Nie rzu­ca­ły cie­nia.
Przy­po­mi­na­ły ludzi, ale tyl­ko do pew­ne­go stop­nia.
Prze­miesz­cza­ły się, nie poru­sza­jąc koń­czy­na­mi,
jak­by pły­nąc w roz­grza­nym powie­trzu, uno­sząc się
nad bazal­to­wym pod­ło­żem.
Mia­ły oczy jak wiel­kie czar­ne per­ły, a ich śpiew­ne gło­sy
nie tyle sły­sza­no, co raczej odczu­wa­no
jako rodzaj dresz­czu prze­bie­ga­ją­ce­go
całe cia­ło.

Zamiesz­ki­wa­ły trud­no dostęp­ne, skal­ne jaski­nie
wewnątrz masy­wu Dża­bal Mar­ra, w rejo­nie
nie­prze­by­tych urwisk i wyga­słych kra­te­rów wul­ka­nicz­nych,
zaś głów­ną sie­dzi­bą tych stwo­rzeń była Deri­ba Cal­de­ra – góra
uwa­ża­na przez miej­sco­wych za pień świa­ta,
kolum­nę łączą­cą zie­mię z inny­mi
wymia­ra­mi rze­czy­wi­sto­ści.

Dzie­ci Słoń­ca postrze­ga­no jako byty
star­sze od duali­zmu, czy­sto ome­nicz­ne.
Nie posia­da­ły zna­mion płci, nie były ani dobre, ani złe.
Nie inge­ro­wa­ły w życie ludzi.
Uka­zy­wa­ły się im jedy­nie od cza­su do cza­su,
zawsze jako zwia­stu­ny nad­zwy­czaj­nych wyda­rzeń,
na przy­kład wiel­kie­go wybu­chu wul­ka­nu, epi­de­mii,
klę­ski suszy czy woj­ny.

Prze­ma­wia­ły do gór­skich ludów Sahe­lu, lecz ich mowa
nigdy nie zosta­ła przez niko­go zro­zu­mia­na.

Wie­dzia­no tyl­ko, że poja­wie­nie się Dzie­ci Słoń­ca
i ich wywo­łu­ją­cych dresz­cze gło­sów nie­odmien­nie ozna­cza,
że świat wkrót­ce zacznie tra­cić rów­no­wa­gę.

Bo Góry roz­pocz­ną inwazję.