SKOWYT

pod­ły, pod­ły, jaki pod­ły, ale i ludz­ki,
panie zło­ty, bom prze­cie nie zwie­rzę,
choć skam­lę żało­śnie, wiję się
jak robak, brud­ną szma­tą jestem,
łach­ma­nem, strzę­pem, mar­ną resz­tecz­ką,
niczym wię­cej, wiem, klęk­nę nawet,
widzi­cie, klę­czę i żebrzę, klnę się,
daj­cie, pano­wie zło­ci, łaskaw­cy,
dobrzy ludzie, miej­cie litość,
pozwól­cie popa­trzeć, nie prze­ga­niaj­cie
jak psa, nie odtrą­caj­cie od nóg,
od nóżek waszych zacnych, do nich
padłem, sami widzi­cie, wzdra­ga­cie
się, i słusz­nie, ja sam wstręt do sie­bie
czu­ję, brzy­dzę się sobą, tym, co
mówię, bo to pod­łe, to nie­go­dzi­we,
wiem, ale pozwól­cie, nie tknę prze­cie,
słów­ka nie pisnę, nicze­go, nic, nic,
ja z boku, ja tyl­ko z boku, z cie­nia,
jak­by, łaskaw­co, zza firan­ki, przez
szpa­recz­kę w drzwiach uchy­lo­nych,
jak dziec­ko na pogrzeb spo­zie­ra
cudzy, tak ja spoj­rzę tyl­ko, jeno
zer­k­nę, okiem rzu­cę, jak on, wiel­ki,
a łamie się, pada, czy ja wiem po co,
bo i ja zła­ma­ny, upa­dły jestem, ja, ja,
dobro­dzie­je moi, ja nicze­go już
nie czu­ję, nie wiem, umar­łem, osty­głem,
wywie­trza­łem cał­kiem, ale jak ja ból
zwą­cham, jak ja bólu posma­ku­ję, to,
wierz­cie mi, znów wiem, że jestem,
rozu­mie­cie, jak­by zmar­twych­wsta­ję
nagle, Boże, nie­go­dzi­we to, nik­czem­ne,
ale sko­ro wyda­łem, przy­słu­ży­łem się,
daj­cie spoj­rzeć, choć przez mgnie­nie,
jak on upa­da, łamie się, jak trzę­sąc się
pod­pi­su­je, to pod­łe, pod­łe, o Boże,
wiel­kim nik­czem­ni­kiem jestem, nie
ma isto­ty nik­czem­niej­szej ode mnie,
ale widzieć, zoba­czyć pra­gnę, muszę,
każ­dy chce tu prze­cie żyć jakoś, żywić się
czymś, głód swój kar­mić, a że ja, pod­lec,
głód swój psi tym wła­śnie kar­mię, cóż
pora­dzić, ja, pano­wie, ja sam sie­bie
nie ule­pi­łem, wiem, że Ojciec nie­bie­ski
ska­rze mnie za to, nie­chyb­nie, ale ja
stwo­rze­niem tyl­ko, dzie­łem jestem,
jestem, jaki jestem, no taki, nie inny,
ale zanim osą­dzi i ska­rze, daj­cie popa­trzeć,
On widzi, z góry patrzy na cudzą hań­bę,
niech i ja z góry na cudzą hań­bę popa­trzę,
daj­cie spoj­rzeć z wyso­ka, krwi pochłep­tać,
pozwól­cie z mar­twych powstać, patrzeć,
jak tam­ten, taki wiel­ki, nie­złom­ny niby,
niby taki har­dy, taki moc­ny, drży cały,
pła­cze, śli­ni się, osmar­ku­je, wyje, skam­le,
ale wbrew sobie, wszyst­kie­mu, co
uko­chał, pod­pi­su­je, bądź­cie ludź­mi
dla czło­wie­ka, litość miejcie,