ANIMOT

I.


Filo­zof sta­nął w praw­dzie.

Zadrżał pod spoj­rze­niem
zwie­rzę­cia.

Poczuł się nagi.

Pojął, że zna­lazł się w potrza­sku
pojęć, objął myślą
nie­kom­for­to­wą sytu­ację,
przyj­rzał się antro­po­cen­trycz­nej
pułap­ce.

II.

Jeste­śmy
nie­ule­czal­ni.

Nie­ste­ty.

Dera­ty­zu­je­my czy­imiś pazu­ra­mi,
kupu­je­my i sprze­da­je­my
cudze skó­ry.

Han­dlu­je­my mumia­mi boskich
wcie­leń, pali­my na sto­sach
mnie­ma­nia, cie­szą nas wiel­kie
rze­zie nie­win­nych stwo­rzeń,
urzą­dza­ne ku sym­bo­licz­nej prze­stro­dze,
zamie­nia­my bogu ducha win­ne
zwie­rzę­ta w wehi­ku­ły,
pro­stac­kie dźwi­gnie,
ter­ro­ry­stycz­ne zna­ki.

Wybacz, wiel­ki i mądry
Przy­ja­cie­lu.

To dla­te­go, że myśli­my.

Że nie mamy imion, płci.
Że jeste­śmy lep­si.
Albo gor­si.

Nie jest nam dane to,
co dane jest tobie.

Wciąż robi­my
ze sobą, z tobą
coś dziw­ne­go.

Byłeś, jesteś
i pozo­sta­niesz
narzę­dziem.

III.

Jak się czu­jesz w roli
hodow­la­ne­go,
pono­wo­cze­sne­go osła?

Kon­cep­cyj­ny, abs­trak­cyj­ny kocie
bez logo­cen­trycz­nych
wła­ści­wo­ści?

Nie­prak­tycz­nie wysło­wio­ny,
prak­tycz­nie nie­po­gła­ska­ny czu­le
ani­mo­cie, któ­rym prze­cież
więc nie jesteś?