WYJŚCIE
Tragic Vodka
Game Over
Wushu
Ex
BWV 988
Chanson de geste
Ateleia
Rekord
Nails
Palimpsest
Tata
Dobrostan
Kaspar
Influence
Kane
15%
CEO
Allāhu akbar
Alarm
Homilia
Fuzja
Blender
Chill
FLAC
Don’t Try
Skok
Ivett
Exodus
Kronos
Marina
Patrol
Diagnoza
Destroying Made in Heaven
Patchwork
Buntowszczik
Quapaq hucha
Nasłuch
Spektrum
Escape Room
Apokryf
Odźwierny
Aspekty
Wojtek
Dedalus
Splot
Flow
Airbus
Katakumby
Montaż
Tour de force
Plany
49
Ex libris
Sgraffito
Truck
Black and White
Stream
Peregrynacja
Cul-de-sac
Powrót
ATELEIA
Oczko.
Urocza deminutywa.
To słowo, słówko
podoba mi się bardziej niż
wszystkie metafory
w stylu Oka Opatrzności,
Oka Saurona,
Ślepego Zegarmistrza,
okna duszy,
oka błękitu,
szkiełka i oka,
więziennego panoptykonu.
Spoglądam na was waszymi własnymi oczyma,
oczami koziorożca, sokoła, kameleona, pająka, rekina,
kałamarnicy, strzykwy,
utkwiłom w was szary wzrok człowieka,
obserwuję was uważnie
monstrualnym narządem okogłowa,
fotoreceptorami flory.
Nieprzerwanie puszczam do was oczko.
Odmruguje mi czasem nieporadnie
jakiś wynalazca, uczony, artysta,
sceptyczny ewolucjonista, podniecony transgresywista,
filozof-jasnowidz, filozof-czarnowidz,
teolog twierdzący, że on jeden przejrzał.
Pobłyskuję figlarnie każdą fasetką,
każdą pojedynczą kamerką
nieodmiennie w waszą stronę.
Na próżno.
Jeśli do tej pory nie przejrzeliście,
nigdy już pewnie nie przejrzycie.
Wspięłom się na szczyt niemożliwego,
rozejrzałom uważnie, prześledziłom, co było
do prześledzenia i znudziłom śmiertelnie tym,
co zobaczyłom.
Wyewoluowałobym stąd czym prędzej,
gdybym tylko wiedziało, jak, którędy i dokąd
zmierzać.