[]

wyspa zato­pio­na w zgęst­nia­łym cza­sie
zie­mia któ­ra ema­nu­je

w zasię­gu wzro­ku nie ma
żad­nej innej

kli­mat umiar­ko­wa­ny
sta­bil­ne warun­ki pogo­do­we
dzień połu­dnie

kamien­ne wybrze­że
klif

mewy sre­brzy­ste czar­ne kor­mo­ra­ny
rzecz­ne rybi­twy

przy­pływ zaanek­to­wał brzeg
naj­wyż­szy poziom wody

słoń­ce pene­tru­je zato­kę
słod­ki letarg sło­ne­go wia­tru
per­łow­ce pobły­sku­ją w zło­tym estu­arium

skar­py poro­śnię­te jałow­ca­mi
woń żywi­cy

wierz­by dęby

pły­ci­zny naje­żo­ne trzci­na­mi
zamar­łe cza­ple uko­rze­nio­ne
lilie dry­fu­ją­ce wodo­ro­sty
leni­we węgo­rze

bez­dech

prze­strzeń

niczym nie­zmą­co­na
skon­den­so­wa­na
zanu­rzo­na w sobie
samej

*

klif

uze­wnętrz­nio­ne wnę­trze
widzial­na głę­bia

skal­na for­ma­cja skrzy­żo­wa­na z hory­zon­tem

wypeł­nio­ne cie­niem gro­ty
nisze o ścia­nach pokry­tych cien­ką war­stwą soli
stro­me ścia­ny omsza­łe pół­ki

kar­ło­wa­te sosny
kur­czo­wo ucze­pio­ne wystę­pów
kru­szą­cych się gła­zów

pta­ki spa­ce­ru­ją po roz­grza­nych tara­sach

odcie­nie poro­wa­tej sza­ro­ści
wie­lość tonów ochry jasne smu­gi mine­ra­łów

klif zmie­nia poło­że­nie
wzglę­dem widzial­ne­go słoń­ca
nie­wi­dzial­ny księ­życ wędru­je
wzdłuż poszczer­bio­nej kra­wę­dzi

oce­an w odwro­cie

*

koń­czy pie­lę­gna­cję piór
roz­glą­da się czuj­nie
bada oto­cze­nie

wiatr oży­wa nagle

rybi­twa opusz­cza skal­ną pół­kę
wzno­si się nie­spiesz­nie zata­cza krąg
jeden dru­gi
manew­ru­je w zmą­co­nej ruchem prze­strze­ni

szy­bu­je nad powierzch­nią wol­no
ustę­pu­ją­cej wody

piku­je pio­no­wo
nur­ku­je z impe­tem chwy­ta upa­trzo­ną rybę

wra­ca na brzeg w gnieź­dzie cze­ka pisklę
pió­ro odpły­wa w nie­zna­ne

*

inten­syw­ny zapach soli oce­anicz­nej mate­rii
odle­gły nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ny głę­bo­ki dźwięk

naj­niż­szy poziom wody kra­by prze­miesz­cza­ją się
w poszu­ki­wa­niu schro­nie­nia bru­nat­ni­ce błysz­czą w bla­sku
niskie­go już słoń­ca roz­gwiaz­dy naprę­ża­ją ramio­na drżą
nit­ko­wa­te glo­ny brzeg jest śli­ski od ślu­zu wod­ne ścież­ki
ostre kamie­nie tędy peł­zły śli­ma­ki tam­tę­dy
wędro­wa­ły smuż­ki

wokół skał leżą butwie­ją­ce szcząt­ki poła­ma­ne wrę­gi
frag­men­ty stę­pek bur­to­wych belek masz­tów sczer­nia­łe
drza­zgi przy­sia­da­ją na nich pta­ki pta­ki wbi­ja­ją pazu­ry
we frag­men­ty roz­trza­ska­nych kadłu­bów
w roz­szar­pa­ne cia­ła uni­ce­stwio­nych okrę­tów

*

rucho­my hory­zont poły­ka nie­ru­cho­me słoń­ce
księ­życ stoi u pro­gu
zakwi­ta i więd­nie nie­bo nad kli­fem

oce­an powra­ca

cumu­lu­sy wiszą cir­ru­sy tną

nad­pły­wa sina mgła
roz­my­wa gra­ni­ce sta­pia ele­men­ty

roz­gwiaz­dy zaczy­na­ją emi­to­wać
deli­kat­ne zim­ne świa­tło
sta­ją się pul­su­ją­cą naziem­ną kon­ste­la­cją

on

zbli­ża się do
wid­mo­wej wyspy

głę­bo­ki modu­lo­wa­ny
nara­sta­ją­cy dźwięk

sygnał
albo pieśń

*

bio­lu­mi­ne­scen­cja roz­gwiazd słab­nie
mgła zni­ka
zapa­da ciem­ność cisza

ciem­ność rodzi gwiaz­dy
cisza eks­po­nu­je księ­życ

*

bez­brzeż­ne uni­wer­sum
kon­struk­cja zbu­do­wa­na z ech
bły­sków umar­łych gwiazd
odle­głych poza­ziem­skich zda­rzeń

sze­le­sty szme­ry pohu­ki­wa­nia świ­sty
szum trzcin

mrocz­na próż­nia wisi nad
wyspą

pło­ną­ce mete­ory­ty prze­szy­wa­ją atmos­fe­rę

on

wpły­wa do zato­ki

może zabłą­dził w oce­anicz­nym labi­ryn­cie
może zapę­dził się w pogo­ni za poży­wie­niem
może osłabł i porwał go prąd
może zwiódł go księ­życ
może oszu­ka­ły gwiaz­dy
może jest cho­ry

może chciał tu przy­być

*

szo­ru­je po dnie
osia­da na mie­liź­nie

nie­ru­cho­mie­je u brze­gu
wyspy

woda odpły­wa
jak gdy­by porzu­ca go
jak gdy­by zdra­dza

zosta­wia

*

bez­wład­ne cia­ło
spo­czy­wa w mule

sły­chać cięż­ki oddech
ryt­micz­ny prze­ry­wa­ny dłu­gi­mi pau­za­mi
grzbiet uno­si się i opa­da
uno­si i opa­da

uno­si

opa­da

przy­bysz
dźwi­ga szu­mią­cą noc srebr­ne świa­tło
kra­jo­braz kosmos

*

sto­ją

mil­czą

przy­szli nim nad­pły­nął
może zwa­bie­ni nie­sły­szal­ną pie­śnią
może śni­ły im się sygna­ły

obser­wu­ją cia­ło
leżą­ce pod kli­fem

czy pyta­ją
czym jesteś
czy pyta­ją
czy jesteś zna­kiem

jego

sie­bie

czy wie­dzą

sto­ją nie­ru­cho­mo
patrzą
mil­czą

*

cięż­ki oddech
ryt­micz­ny prze­ry­wa­ny dłu­gi­mi pau­za­mi
grzbiet uno­si się i opa­da
uno­si i opa­da

uno­si

opa­da

*

cier­pi

roz­strzy­ga

ale co kto

*

pra­we oko reje­stru­je
nara­sta­ją­cy blask

lewe jest śle­pe

oce­an wzbie­ra
woda powra­ca

*

świt poły­ka księ­życ gwiaz­dy
hory­zont opa­da
słoń­ce oświe­tla klif

oży­wia trzci­ny

obu­dzo­ne rybi­twy mewy kor­mo­ra­ny
wyru­sza­ją na łowy

zapach żywi­cy

chmu­ry

*

woda ota­cza
go
bie­rze w obję­cia

jak­by prze­pra­sza

cału­je

jak­by łka

*

przy­bysz
zsu­wa się z mie­li­zny
odpły­wa

odda­la od brze­gu

wysy­ła sygna­ły
albo śpie­wa

żegna

albo wyba­cza

albo

ci któ­rzy patrzy­li przy­my­ka­ją
oczy

powo­li odcho­dzą w głąb
wyspy