MARUTA

I.

Wie­my o set­kach tysię­cy kłód,
któ­re zra­bo­wa­li­ście tu i ówdzie.

Wie­my, co z nimi robi­li­ście.
Jak je wyko­rzy­sty­wa­li­ście.

Cię­li­ście, miaż­dży­li­ście,
wypa­cza­li­ście
na róż­ne spo­so­by.

Ści­ślej rzecz bio­rąc,
na sie­dem­set trzy­dzie­ści jeden
spo­so­bów.

I tyle wła­śnie
hodo­wa­li­ście na nich
zaka­żo­nych paso­ży­tów.

Pokaż­cie nam, sko­śno­ocy,
jak dokład­nie to robi­li­ście.
I co usta­li­li­ście.

Daj­cie nam wasze
dane pomia­ro­we.

Cze­ka­my w For­cie.

Przyjdź­cie o pół­no­cy.
Zapu­kaj­cie sie­dem­set
trzy­dzie­ści jeden razy.
Gdy zapy­ta­my: Kto?
Odpo­wiedz­cie: Swoi.

Teraz może­my już prze­cież
grać do jed­naj bram­ki.
Nawet powin­ni­śmy.

Prze­ka­że­cie te prze­klę­te
doku­men­ty, to i owo
dopo­wie­cie,
a my zaprzę­gnie­my
do robo­ty zachod­nie wia­try.

Żeby roz­dmu­cha­ły
cie­płe jesz­cze popio­ły
po spa­lo­nej tar­ci­cy.
Na czte­ry stro­ny.

My też mamy tar­ta­ki.
A w nich tra­ki, roz­rzy­nar­ki,
prze­no­śni­ki łań­cu­cho­we,
kotły na bio­ma­sę,
w któ­rych prze­cież
nie chcie­li­by­ście się zna­leźć.

Dys­po­nu­je­my nie­li­chym
ogniem. I lodem.

I budże­tem.
Wiel­kim jak Sta­ny.

Doga­daj­my się, do dia­bła!
Dla powięk­szo­ne­go dobra,
pomniej­szo­ne­go zła.

To nie były prze­cież wasze
ani nasze
maru­ta.

Bądź­cie roz­sąd­ny­mi drwa­la­mi,
bystry­mi pila­rza­mi.

Nie będzie­my pro­sić
sie­dem­set trzy­dzie­ści jeden
razy.

II.

Tak to, mniej wię­cej,
sfor­mu­ło­wa­li­śmy.

Nie musie­li­śmy ich pro­sić
nawet dwa razy.

Przy­szli następ­nej nocy,
deli­kat­nie zapu­ka­li, oznaj­mi­li,
że swoi, pokło­ni­li się nawet
i sprze­da­li wszyst­ko,
co mie­li.

A my z ocho­tą kupi­li­śmy,
zacie­ra­jąc ręce z ucie­chy, że
tak mało zapła­ci­li­śmy.

Sęk w tym, że
spo­dzie­wa­li­śmy się sied­miu­set
trzy­dzie­stu jeden rewe­la­cji,
a otrzy­ma­li­śmy może
trzy, czte­ry twar­de fak­ty.

Dali­śmy im immu­ni­te­ty,
posa­dy, eme­ry­tu­ry.

A tak nie­wie­le zyska­li­śmy.

Mózgow­cy mówią nam
o błę­dach w meto­do­lo­gii,
o ska­że­niu naby­tej wie­dzy.

Powsta­je więc zasad­ni­cze pyta­nie,
pano­wie.
Za co w ogó­le zapła­ci­li­śmy?
Na co lek­ką ręką wyda­li­śmy
pie­nią­dze naszych podat­ni­ków?

Za co prze­han­dlo­wa­li­śmy
sie­dem­set trzy­dzie­ści jeden tysię­cy
azja­tyc­kich kłód?