TURBULENCJE

I.

Ósma dzie­więć, mija­my punkt I.P.,
roz­po­czy­na­my nalot, final­ny etap,
czte­ro­mi­nu­to­we podej­ście do celu,
świet­ne warun­ki atmos­fe­rycz­ne,
most Aioi dosko­na­le widocz­ny,
bom­bar­dier kali­bru­je celow­nik,
Lit­tle Boy opusz­cza komo­rę,
Eno­la Gay wyko­nu­je zwrot,
pospiesz­nie odda­la się od
celu, przez czter­dzie­ści
trzy sekun­dy nikt nie
wie, co się sta­nie,
bom­ba wybu­cha
sześć­set met-
rów nad
miast-
tem
.

II.

Potęż­ny błysk, dwie fale ude­rze­nio­we,
któ­re szarp­nę­ły bom­bow­cem, pod­ry­wa­jąc
go w górę, huk, jak­by ostrza­łu prze­ciw­lot­ni­cze­go,
a potem tyl­ko
nasze reak­cje, gdy już zawró­ci­li­śmy,
by spoj­rzeć.

Puł­kow­nik roz­ka­zał nagry­wać
nasze wypo­wie­dzi.

Gdy ujrza­łem grzyb, powie­dzia­łem:
„Boże, spójrz­cie na tego skur­wie­la”.

Ktoś powie­dział:
„To nie­sa­mo­wi­te. Co za ulga,
że zadzia­ła­ło”.

Strze­lec ogo­no­wy robił zdję­cia.

Zapi­sa­łem:
„Ilu Japoń­czy­ków zabi­li­śmy?”

I:
„Boże, cośmy zro­bi­li?”

Zapi­sa­łem jesz­cze:
„To nie­wy­obra­żal­ne, choć­bym dożył stu lat,
nigdy tego nie zapo­mnę”.

A na koniec:
„Obraz, któ­ry widzi­my, spra­wia,
że czu­je­my się jak wojow­ni­cy
Buc­ka Rod­ger­sa z dwu­dzie­ste­go pią­te­go
stu­le­cia”.

III.

Z moich zapi­sków natych­miast po przy­lo­cie
sko­rzy­sta­li dzien­ni­ka­rze, potem histo­ry­cy.

Prze­cho­wy­wa­łem je dłu­go.
Przez wie­le lat.

W koń­cu sprze­da­łem,
bodaj w sie­dem­dzie­sią­tym pierw­szym,
za trzy­dzie­ści sześć czy sie­dem
tysię­cy.