GŁĘBIA

Oce­an prze­ma­wia w wie­lu języ­kach.
Głę­bia ma lin­gwi­stycz­ny roz­mach.

Płe­twa­le błę­kit­ne jęczą, pul­su­ją.
Brzmią geo­lo­gicz­nie,
sej­smicz­nie, tek­to­nicz­nie.
Jak­by nie tyle modu­lo­wa­ły
infra­dź­wię­ki, co raczej
mode­lo­wa­ły ist­nie­nie.

Kasza­lo­ty kli­ka­ją, ryt­micz­nie
postu­ku­ją, doko­nu­ją
echo­lo­ka­cyj­nych pomia­rów.
Mapu­ją wod­ną rze­czy­wi­stość
z nauko­wo-tech­nicz­ną pre­cy­zją.

Wale­nie gren­landz­kie
gwiż­dżą, popi­sku­ją,
two­rzą impro­wi­za­cyj­ne
woka­li­za­cje o nie­zwy­kle
boga­tej audio­fak­tu­rze.
Dają fine­zyj­ne popi­sy
arty­stycz­nych moż­li­wo­ści.

Bez­i­mien­ny pohu­ku­je
dziw­nie, auty­stycz­nie.
Emi­tu­je dolo­rycz­ny,
jak się zda­je, dźwięk alie­na­cji
o oso­bli­wej czę­sto­tli­wo­ści,
nie­sły­szal­ny dla innych
pod­wod­nych bar­dów.

Tak wła­śnie prze­ma­wia głę­bia.
Oce­anicz­nie, aku­stycz­nie,
w wie­lu fonicz­nych reje­strach.

Nie do nas.

Do nas.