SIOSTRZYCZKI

Sło­ni­ce naj­bar­dziej kocha­ją
sło­niąt­ka oraz człon­ki­nie
wła­sne­go sta­da.

Mają bar­dzo sła­by wzrok,
ale za to tony empa­tii,
czu­ją wię­cej niż ważą.

Gdy jed­na z sióstr
ma wydać na świat cie­lę,
wszyst­kie uda­ją się
w bez­piecz­ne miej­sce.

Klan wie­dzie matriar­chi­ni –
wie­ko­wa empat­ka.

Brze­mien­na sio­stra rodzi nocą,
w samym środ­ku goto­we­go do obro­ny,
roz­e­mo­cjo­no­wa­ne­go krę­gu.

Bab­ki, ciot­ki, kuzyn­ki dłu­go
obca­ło­wu­ją nowo­na­ro­dzo­ne­go.

Wszyst­kie sami­ce
natych­miast wcho­dzą
w rolę jego mat­ki.

Ran­kiem sta­do opusz­cza
bez­piecz­ne miej­sce.
Uda­je się w dal­szą wędrów­kę.

Poszu­ku­je jezior,
pożyw­nych roślin.
Zaży­wa kąpie­li błot­nych.

Obja­wia nie­by­wa­łą wprost
tro­skę o cie­la­ka.

Człon­ki­nie kla­nu
wspie­ra­ją się nawza­jem,
jak mogą.
Prze­glą­da­ją w sobie.
Kocha­ją z wza­jem­no­ścią.

Prze­peł­nio­ne czu­ło­ścią, sobą,
nie­prze­rwa­nie dry­fu­ją
ku bursz­ty­no­wym brze­gom.

Wiel­ka jest miłość wła­sna
sta­da sło­nic.

Wiel­ka jak zło­ta Afryka.