RAMY

Rzeź­ba kame­ral­na.
Por­ce­la­no­we figur­ki
w sty­lu new look.

Arty­stycz­ne obja­wie­nie
sier­mięż­nych, prlow­skich lat
pięć­dzie­sią­tych, tro­pi­kal­na
bry­za, któ­ra wpły­nę­ła
do cuch­ną­cej szo­py, zbi­tej
z wypa­czo­nych desek.

Suk­ce­sy, uzna­nie nawet poza
gra­ni­ca­mi pry­mi­tyw­ne­go
wię­zie­nia z butwie­ją­ce­go
drew­na, błysk szkli­wa
w pro­mie­niach obce­go słoń­ca.

Płaszcz­ki, gaze­le, mara­bu­ty, kiwi,
koli­bry, per­ko­zy, lamy, bata­lio­ny.

Sudan­ki, Mek­sy­kan­ki, Sexbom­by,
Murzy­ni, Fel­ki, Siła­cze.

Inwen­cja arty­stycz­na
plus pie­cząt­ka Insty­tu­tu
Wzor­nic­twa Prze­my­sło­we­go
plus glin­ka kaoli­no­wa
plus kwarc plus ska­le­nie
plus zło­żo­ny pro­ces pro­duk­cyj­ny
plus rze­mieśl­ni­cza bie­głość.

Rów­na się rzeź­ba kame­ral­na.
Suma wie­lu, wie­lu skład­ni­ków.

Naj­wy­bit­niej­si jej demiur­go­wie
nie mogli zapro­jek­to­wać,
cze­go tyl­ko zapra­gnę­li.

Bo nawet nie­win­nych cza­ro­dziei
wła­dza pro­wa­dzi­ła na smy­czy.

Ale przede wszyst­kim z uwa­gi
na opór samej mate­rii.
Nie­oży­wio­nej i ludz­kiej.

Spo­rzą­dze­nie gip­so­wej for­my
mogło oka­zać się nie­wy­ko­nal­ne.
For­mo­wa­nie, wypa­la­nie mogło
się nie udać. Pod­czas szkli­wie­nia
coś zawsze mogło pójść nie tak.

Ist­nia­ły ogra­ni­cze­nia.
Opre­syj­ne ramy.

Insty­tu­cjo­nal­ne.
Pro­duk­cyj­ne.
Mate­rial­ne.

Dla­te­go wła­śnie te
por­ce­la­no­we łanie,
dud­ki, cie­trze­wie i Arab­ki
są takie piękne.